rozważania

Prawdziwy materiał na szopki

Jest taki anioł, z trzeciego chóru duchów, który trzyma w ręku wagę szopek. Nazywa się Cedrazel. A może nie? Pewnie, że nie. Ale przyśnił mi się, bo pracuję nad szopką i boję się, czy zdołam ją wykończyć.

Mówiąc po kościelnemu, czy dobrze rozeznałem. Przy plebanijnych stołach i kanapach, rozeznawał to Kościół, od zimnego morza do Karpaty. Jaką szopkę zrobić?

Ile energii na to przeznaczyć? Bo oprócz tego jeszcze roraty, rekolekcje, rekolekcyjne spowiedzi, potem świąteczne szaleństwo i zaraz po nim czysta kapłańska radość – kolęda.

Któryś kapłan nie będzie mieć sił na szopkę. Nawet na choinki. Pewnie jest ten człowiek na placówce, a może też tak ogólnie, sam. Oby się zmusił. Bo wyobraź sobie jego rozmowę z biskupem. Te pytania, czy naprawdę uważał wstawienie gałązki jodłowej do flakonu za wystarczającą dekorację świątyni? Nie mówiąc o minach dzieci.

Ale najczęściej ksiądz nie jest sam i szopka powstanie. 

W wielu kościołach z pomocą wspólnot, w innych zrobią to kościelni, siostry zakrystianki, bracia.

Na szopki porwią się świeccy, zwłaszcza utalentowani stolarsko ojcowie komunijnych dzieci.

Ludzie dadzą z siebie wiele w najtrudniejszej porze roku. 

Im wszystkim jest potrzebna waga szopek hipotetycznego anioła- jaki projek, na ile fajny, a na ile wykonalny? Za co i z czego?

Są szopki, które zaczeto robić w maju i są już ukończone w dziewiędziesięciu ośmiu procentach. Są szopki, na które jeszcze nie kupiono materiałów.

Będą szopki z drewna i ze słomy. Będą te na wzór rzymskich baldachimów, grające na nerwach źdzbłami siana wiszącymi nad kielichem. 

Będą w małych kaplicach i parafiach wzruszające detalem szopki gotowe. 

Będą szopki z piekła rodem.

Jeśli nie wiesz, o jakie chodzi, znaczy to tylko, że została ci oszczędzona znajomość z aniołkiem źle śpiewającym za drobne monety.

Będą szopki tradycyjne.

Będą tylko żerujące na zwyczaju, na podobieństwo banalnych dekoracji kiepskiego domu weselnego.

Będzie gdzieś szopka prowokacyjna. Módlmy się za jej odważnego autora.

Jeśli przychodzi mu teraz do głowy pomysł, by, jak kiedyś zrobił to jeden tygodnik, nałożyć figurce Dzieciątka maskę gazową, warto, by  zrozumiał, że wzburzenie na taki gest przekroczy sto razy oburzenie na to, co wdychają u nas setki tysięcy dzieci każdego dnia zimy.

Będzie szopka, gdzie za pięć pasterka upuszczą kruchą figurkę Dzieciątka na posadzkę zakrystii i jakiś ministrant wystrzeli do domu po lalkę siostry, przed którą otworzy się nagle niesłychana kariera.

Będą szopki żywe. Czasem z jednym jedynym królikiem. 

Będzie żywa szopka, gdzie nikt się nie spostrzeże, że Maryja lula dziewczynkę.

Niejeden Józef już wmawia sobie, że nie goli się w grudniu jedynie dlatego, że szykuje się do roli.

Będą szopki pełne zwierząt.

Widzę, jak żywy baranek wstaje z sianka i jak wszystkie dzieci przed ołtarzem momentalnie porywa w wyższe wymiary zachwytu.

Czuję też siłą rzeczy wszystkie te króliki, świnki morskie i owce.

Gdzieś na sianku, niebibilijnie, lecz tradycyjnie, zdrzemnie się kot. Będą także psy, woły i osioły, a być może nawet myszy, szczury i jeże, albo i sowa. 

Będzie światło i muzyka, będą awarie elektryczności, ale daj Boże, obędzie się bez pożaru.

Gdy gwoźdie będą łączyć sosnowe deski, a siano opadnie na posadzki kościołów, w szpitalach będą kończyć adwent ciężarne kobiety. Ani one, ani nikt z małych i dużych ludzi nie będzie nigdy w życiu wspominać szpitala, jaki to był budynek, gdzie przyszło na świat dziecko.

Nad syberysjką tajgą, nad pakistańskim więzieniem, nad obozem gdzieś na chińskiej pustyni wzniosą się do nieba szopki z marzeń i łez.

Płakać będą ludzie, których miasto po raz pierwszy od stuleci obędzie się bez szopki.

Płakać będą ludzie, którzy po raz pierwszy nie będą mogli przy szopce klęknąć.  Jak i ci, którym wnuki przyniosą w komórkach zdjęcia z kościoła, a którzy skłamią, że w tym roku wyjątkowo piękna, bo tak naprawdę nie będą już mogli skupić wzroku.

Nikt jednak nie zapyta, po co robić szopkę. Odpowiedź trzeba by wyciągać z samego spodu serca.

Dlaczego, przy zupełnym braku zainteresowania budynkiem własnego urodzenia, czy urodzenia swoich dzieci, ludzie budują na zimowe przesilenie stajenki i groty? Dlaczego tak wspominają te Narodziny sprzed dwu tysięcy lat?

By klęknąć przed makietą i zapytać: jak to było wtedy? jak wyglądało? No przecież nie tak. Tyle, niemal tylko tyle wiemy.

Są trzy rzeczy, które tłumaczą istnienie szopek, tę wielką tradycję, ten świateczny ogień. Dwie od Boga, jedna od człowieka. Choć, jak się zastanowić, to wszystkie od Boga. A może nawet, w ten Dzień, wszystkie od Człowieka.

Oto one, ogłasza anioł, oto prawdziwy materiał szopek:

jeden – kilka słów u Łukasza

dwa – Ciepłe dłonie Maryi i Ciepłe Zawiniątko

trzy – to bolesne, pulsujące w nas, co się domaga Miłości.

***

Tak oto szopką przypominamy temu, ktory Jest, by był. Przy nas. Bo życie, ach, ludzkie życie, jakże ono potrzebuje uzasadnienia!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.