rozważania

Przypowieść o Wyrozumiałej Łagodności

Do napisania tego tekstu skłonili mnie ludzie z konfesjonału, tekst kapał wraz z ich spowiedziami w kapłańskie me serce i w ten adwent się przelało. Zobaczyłem, że cieknie, gdy w nowennie do Narodzenia usłyszałem o wyrozumiałej łagodności, co powinna być znana wszystkim ludziom.

Wyrozumiała łagodność to najmniej znane prawo modlitwy.
To prawo najczęściej łamane.
To prawo najważniejsze.

Wyobraź sobie, że jesteś na niedzielnej mszy. Po ucałowaniu ołtarza ksiądz rusza między ławki i patrzy na ludzi, sprawdza, czy ich wzrok spoczywa gdzie trzeba, czyli na ołtarzu. Gdzieś z boku w wózku odzywa się dziecko, na co kapłan chwyta za wózek i ze straszną miną wywleka go na zewnątrz. Odtąd zaczyna się szaleństwo, ksiądz wygania rodziców, resztę dzieci, wygraża bierzmowanym. Ludzie zszokowai, ktoś w końcu dzwoni po karetkę. Gdy do świątyni dociera lekarz i ratownicy, zastają księdza na knblowaniu stułą chronicznie ziewającego rolnika w średnim wieku. Chwilę wcześniej rozbił trzy komórki babć, co nigdy nie umiały ich wyciszyć, a tej, co zawsze przysypiała, wstawił po dwie zapałki w oczy.

Koniec bajki o wyrozumiałej łagodności.

Ten człowiek jej nie miał.

Ale mam wielką ochotę po prorockiemu wyciągnąć oskarżycielski palec i powiedzieć: ty jesteś tym człowiekiem! Przynajmniej jest na to dobra szansa.
Ale nie będę nikogo wskazywał, bo słaby ze mnie prorok, a też nie chodzi o grzechy.

Stoję przed subtelnym zdaniem: wzywać do poprawy tych, których nieszczęściem jest zbytnie pragnienie poprawności.

Zbytnie pragnienie poprawności na modlitwie. By nie było rozproszeń, by myśli nie odfruwały!

W ten adwent polskie konfesjonały usłyszą to, jak co roku, sto milionów razy.

Otóż nie ma sposobu, by wzbudzaniem w sobie wyrzutów sumienia, osiągnąć skupienie na modlitwie. Nie sposób osiągnąć skupienie na modlitwie denerwując się na myśli, wspomnienia, uczucia, że przychodzą. Nie sposób zacisnąć mózg tak, jak się czasem zaciska zęby. Nie sądzę też, by wszystkie rozproszenia najbardziej rozproszonych ludzi świata mogły na Pana Boga rzucić choćby cień zmęczenia czy niecierpliwości

Ta śmieszna przypowieść o mszy na ostro, która pewnie nigdy się nie wydarzyła, wzięła się ze szczerej odpowiedzi na następujące pytanie:

Co jest kościołem bardziej, niż sam kościół?
Co Świątynią cenniejszą niż Jerozolimska, a nawet Opatrzności Bożej?

Tak, dobrze przypuszczasz. Około dwu nóg ma ta świątynia i najczęściej głowę na karku, a teraz czyta ten blog i myśli.

Co, jeśli ta msza to czas Twojej modlitwy?

Co, jeśli ci wszyscy ludzie na kościele, co ich pleban gonił, to twoje myśli?

Co, jeśli to Twoje wspomnienia? woje uczucia, emocje, życie duchowe?

Denerwując się na to, jak działa umysł, można zepsuć sobie modlitwę bardziej, niż rozproszeniem. Denerwując się na to codziennie przez lata gorliwej modlitwy, można mieć serdecznie dość samego siebie,

„Miałem rozproszenia na modlitwie”, „miałam rozproszenia na modlitwie”, mówią ludzie skruszeni i zawiedzeni sobą, że po tylu latach wciąż i na nowo…

Zapytajcie mądrego księdza, czy warto denerwować się na swoją parafię. Jaka by nie była, zawsze lżej na sercu będzie ją pokochać, albo nawet uciec.

Tu sytuacja jest prostrza, od siebie nie uciekniemy, nikt nie dostanie od Boga innej duszy, innego życia, innego, niż jest, człowieka.

A wielu, wielu jest głęboko niezadowolonych z parafii, jaką nosimy w duszy.

Boleją

Boleją zaś bez sensu, bo całe twoje życie wewnętrzne zachowuje się po prostu tak, jak potrafi i nie ma w tym niczyjej winy.
Zwykle nasz wewnętrzny ląduje na skali doskonałości gdzieś pomiędzy chórem serafinów a stadem drobiu.Często od głupiej pogody zależy, bliżej czego lądujemy.

Jeszcze raz: wszystkie te spowiedzi z rozproszeń na modlitwie są niemal tak rozsądne jak wyznawanie tego, że się pocę lub że mi zimno. Myśli bowiem równie naturalnie przychodzą do głowy, takie już są.

Sporo ulgi daje pogodzenie się z tym faktem i realistyczna troska o skupienie.

Realistyczna troska o skupienie. Wyrozumiała łagodność. Ta z przypowieści, tej, którą lubisz. O dobrym Pasterzu, co szuka zagubionej owcy i cieszy się, że ją znalazł.

Oto ikona radzenia sobie z rozproszeniami. Gdy zdajesz sobie z nich sprawę, to znaczy, że znalazłeś myśl jak owcę. Teraz trzeba tylko wrócić delikatnie do modlitwy. Być może za chwilę wszystko się powtórzy, ale zapewniam, Pan Jezus się na to nie denerwuje i ty też się nie denerwuj.

Każdy taki delikatny powrót umacnia skupienie.

Jesteś myślami w pracy, zamiast w tajemnicy radosnej?
Albo dyskutujesz z kimś zawzięcie w środku wyznania wiary?
Spokojnie, to, że złapałeś się na tym, to już dowód skupienia. Delikatnie, bez karcenia wróć do modlitwy. I tak razy siedem, i siedemdziesiąt siedem razy, a nawet siedemset, jak trzeba.

Najwyższym stopniem rozproszenia jest bowiem go w ogóle nie dostrzegać.

W powracaniu z rozproszeń nie ma cienia winy, nawet zastęp surowych moralistów nie wyciśnie z tego kropli grzechu.

Spowiedzi z rozproszeń zarezerwuj dla tych momentów, w których próbujesz jednocześnie grać na komórce i odmawiać różaniec. Wówczas istotnie, nie pomagasz sobie w skupieniu. Oczywiście, są też takie czynności, których sam rytm pomaga w skupieniu, jak prowadzenie czy łuskanie fasoli.

Ktoś powie: a jak Pan Jezus ze Świątyni gonił? Ja powiem: Sprawdź, jak czytasz. Kogo i za co gonił? Czy człowieka, który  klęknął przed Stwórcą i modli się jak umie, i w prostocie przyznaje, że nie umie się modlić?

A może pogonił raczej wygonił zgraję oszustów, bandę kombinatorów, którzy pieniężyli Pana Boga.

Natomiast jest inne zdarzenie, które warto w tym kontekście wyrozumiałej łagodności dla siebie dobrze przemedytować:

W doskonałym zasłuchaniu, w niematerialnym świetle, ktoś usłyszał, że na uroczyste zgromadzenie wpuści się dwunogów, z ich chrząkaniem, brudem, głupotą, głośnym oddechem, a jeden z nich będzie nawet przewodniczył. Decyzja była zrozumiała dla każdego stawiającego doskonałość ponad wszystkim.

Wtedy po raz pierwszy i ostatni ubyło nam aniołów.

3 Replies to “Przypowieść o Wyrozumiałej Łagodności”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.