rozważania

Kłopoty z przenoszeniem gór

Najczęściej kłopot z przenoszeniem gór polegają na tym, że bez armii robotników nie masz szans, zresztą, po co? każdy ksiądz powie Ci, że to zdanie z Ewangelii Marka to hiperbola, metafora i że chodzi o życiowe kłopoty, a nie o wypiętrzone masy skał i ziemi.

Czasem jednak kłopoty z przenoszeniem gór są innego rodzaju. Nie techniczne, a duchowe. Tak było z Ojcami Pustyni.

Powiedzieć, że Ojcowie Pustyni czynili cuda to nic nie powiedzieć. Bo uzdrawiali i wskrzeszali, mnożyli chleb, zatrzymywali słońce w pośrodku nieba, przywoływali deszcz na pustynię i zmieniali wodę w morzu na słodką, tak, jak w Biblii, ale wszystko to było u nich większe niż tam, pomnożone przez dziesięć, lub przez tysiąc.

Jozue zatrzymywał słońce w pośrodku nieba, by Izrael wygrał bitwę? Pewien abba zatrzymał słońce po środku nieba BEZ WYRAŹNEGO POWODU.

Pan Jezus wskrzesił po czterech dniach? Abba Makary wskrzesił po czterech tysiącach! Nie rozkazem, a samym pytaniem skierowanym do pewnej mumii. Akurat dziś paulini obchodzą jego wspomnienie i czytają o tym w brewiarzu.

Tak oto spełniło się na Ojcach intrygujące słowo Pana Jezusa, że kto wierzy we Mnie, większe jeszcze rzeczy uczyni.

Gdy czyta się o interakcjach Ojców z aniołami, aniołowie zdają się być pod dużo większym wrażeniem. Co do diabłów, Ojcowie przeganiali je z zajadłą rutyną psa goniącego kury po podwórku, by sięgnąć po porównanie ze starożytności, gdy jeszcze w Polsce żyły jeszcze podwórkowe psy i podwórkowe kury.

Paradoksalnie, to demony wskazują na źródło cudotwórczej mocy Ojców. Demon pościł, czuwał, ba, nawet kierował swe myśli ku Bogu (choć złe), ale czegoś mu brakowało. Owo coś to też źródło kłopotów z cudami, to przyprawa, która zatruwała im całą przyjemność z czynienia cudów.

Ojcowie bowiem wskrzeszali, ale niechętnie, gęsto się przy tym tłumacząc. Panowali nad siłami kosmosu, ale bez entuzjazmu. W dobrym tonie było ukrywanie swej mocy. Wspominanego dziś Makarego  zmusiło do cudu jedynie wyższe dobro Kościoła, Makary przez cud rozstrzygnął doświadczalnie, kto ma rację, on, czy heretyk? Tak go usprawiedliwia jego hagiograf:

Posiadana przez niego moc i łaska pozostałyby, prawdopodobnie, na zawsze w ukryciu, gdyby zależało to tylko od niego. Do dokonania cudu zmusiło go jednak niebezpieczeństwo zagrażające całej prowincji oraz szczera miłość i całkowite oddanie Chrystusowi. 

Dlaczego te usprawiedliwienia? Co była za przyprawa, która zatruwała im całą przyjemność z czynienia cudów?

Pokora.

Nie chodzi nawet o to, że widząc czynione przez siebie znaki, mogliby Ojcowie urosnąć w swoich własnych oczach.

Pokora oznacza tu świadomość, jak małe są cuda i znaki wobec majestatu zwykłego tu i teraz, o którym powiedziano: oto dzisiaj dzień zbawienia i, na innym miejscu, póki trwa to, co się dziś nazywa. Co jest większe, wskrzesić, czy w pełni przeżyć jeden dzień?

Pokora, czyli uznanie przed Bogiem, że w życiu chodzi o coś innego, o cś trudniejszego, niż przenoszenie gór, nawet tych duchowych, nawet oznaczający taki czy inny życiowy kłopot.

Pokora uczyła Ojców, że nie ma dróg na skróty. Czy Makaremu udało się na wieki zachować Egipt od herezji? Odpowiedź jest znana. Wszystkie cuda są ograniczone.

Dlatego na nasuwające się, sceptyczne pytanie, czy opowieści o Ojcach nie są przesadzone, mam ochotę odpowiedzieć: trochę tak. Ale ta przesada jest ku nauce, byśmy nie uwierzyli czasem, że gdyby tylko stało się to, co chcemy, gdyby rzeczy toczyły się inaczej, to bylibyśmy i święci, i szczęśliwi.

Albo, że gdybyśmy tylko mieli wszelką możliwą wiarę, tak wielką, by góry przenosić!

Bo nie warte te cuda nawet garści piachu, ba, życie takiej garści nie warte, bez miłości.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.