felietony

Czasy stare i tak dobre

Ta miłość jest stara jak świat i być może, biorąc pod uwagę opowieść o Rajskim Ogrodzie, był moment, gdy nie była całkiem ślepa. Dziś jednak już nie widzi najlepiej, choć poza tym ma się całkiem dobrze. Miłość do starych, dobrych czasów.

Lubię te opowieści, o tym, jak to było lepiej. Niesie je potężna rzeka uczucia, jakie każdy człowiek ma dla przeszłych dni. Rzeka ta dzieli się w pewnym momencie na dwie odnogi, a że chodzi o rzekę nie wody, a ludzkiego uczucia, nic dziwnego, że odnogi te są ze sobą skłócone i nierozdzielne jednocześnie.

Pierwsza odnoga to katarakty i szaleńcze wiry, to żywioł druzgoczący skały i przewiercający góry. To nurt, któremu na imię nawet sobie dzieci nie wyobrażacie, jak było trudno!

Druga odnoga to łagodne zakola, łachy piachu, gdzie w letni dzień możesz brodzić, to szczęście człowieka jak szczęście hipopotama, pławiącego się w łagodnym prądzie ciepłej wody. To nurt, któremu na imię nawet sobie dzieci nie wyobrażacie, jak było fajnie!

Oba były obecne w opowieściach mojej babci i zawsze przeczuwałem, że tylko razem oddają coś z prawdy.

Pierwszy nurt sławi bohaterstwo zmagań, co imponujące. Musisz sam się wiele zmagać z życiem, by dostrzec, o ile trudniejszy jest tak naprawdę nurt drugi. Bo w życiu nie walka jest trudna i nieuchwytna, lecz bycie szczęśliwym. Pozwolenie, by woda Cię niosła.

Bo to też nie tyle dwa nurty czasu, co jeden na różnych odcinkach. Zaskakujące, jak bardzo rzeka pasuje nam do opisu życia.

Tyle o urokach miłości do starych, dobrych czasów. Czasem nawet Biblia zdaje się ją podzielać, gdy prorok każe nam pytać o dawne ścieżki i je przemierzać. Ale ponad wszystkie głosy przeważa stary kaznodzieja, Kohelet, który wprost i na poważnie, nie bojąc się, że obrazić się na niego może prawie każdy, stwierdza, że mówienie o tym, że kiedyś było lepiej to czysta głupota.

Cóż, na pewno w wygodnym ciepłym fotelu, przed ekranem, delektując się czekoladą, jeśli człowiek wzdycha, że kiedyś było lepiej, to dlatego, że nie polował na mamuty ani nie żebrał w starożytnym Rzymie, ani nie wspierał swego drogiego dziedzica ochoczą pańszczyzną.

Z tej miłości, tak starej, tak dobrej i ludzkiej, a przecież trochę niepoważnej, śmieli się głośno Ojcowie Pustyni.

Weźmy mój ulubiony kawałek o pauzowaniu układu słonecznego siłą ducha.

Do pobożnego ojca przychodzą młodzi i pytają o jednego ze starców: Czy abba Makary jest dobry? Ojciec wyczuwa, że młodzież ma słabość do porównywania ludzi i szuka idola. Czuje okazję dla nauki, więc subtelnie zarzuca przynętę: Według swojego pokolenia jest dobry. Młodzi połknęli haczyk: Wyjaśnij, ojcze, dlaczego abba Makary jest dobry tylko według swojego pokolenia? Pamiętam, jak był u nas w klasztorze pewien abba, który był w stanie zatrzymać słońce w pośrodku nieba, jak Jozue, syn Nuna! Oto ludowa prawda „kiedyś to było!”pomnożona przez niebosiężne poczucie humoru starożytnych pustelników. Jeśli chcecie stawiać poprzeczki, to spróbujcie tę przeskoczyć! Ciekawe, kiedy pytający mnisi zorientowali się, że Ojciec popsuł im zabawkę, służącą do porównywania się z innymi. Postawił poprzeczkę dostatecznie wysoko, by słuchacze musieli zejść na ziemię.

Ojciec ten musiałby się srodze uśmiać, gdyby puścić mu te tysiąc siedemset lat temu słynny skecz z dżentelmenami siedzącymi przy cygarach i napoju, narzekającymi na to, jak łatwo mają dziś młodzi. Zaczyna się od licytacji, kogo herbata była zimniejsza, kto pił z gorszego kubka, na koniec mamy już mieszkanie w pudełku po butach na środku asfaltowej drogi i pracę po trzydzieści godzin za dobę, za który to przywilej trzeba było srogo płacić, a jadło się garść gorącego żwiru! Oczywiście, wtedy ktoś rzuca znad stolika, że gorący żwir mieli wówczas tylko szczęściarze.

Z drugiej strony, pokolenia różnią się między sobą i miewają inne wyzwania. Moja babcia mogła się ze mną śmiać ze skeczu, ale oboje cieszyliśmy się, że znam pochody Wermahtu i Armii Czerwonej, lub fenomen kolejek tylko z jej opowieści. A czasem opowiadała o swojej babci, które mimo całej grozy XX wieku, chyba też sądziła, że trochę lżej jest jej wnukom i dzieciom.

Miłość do przeszłości trwa jednak pomimo postępu. Miłość do jej trudów i uroków, do własnego wysiłku i do dawnego szczęścia, to miłość do tego, co czyni nas ludźmi, do opowieści, które układamy, a poza którymi nie ma dla nas życia.

Na koniec jeszcze jedna opowieść z Ojców Pustyni. Do starca przychodzą młodzi mnisi, sondować jego zdanie na temat przyszłości Kościoła. Starzec początkowo mówi to, co wszyscy myślą. Gorliwość będzie słabła, wiara stopnieje, ludzie się rozproszą podczas prześladowań. Nie będzie już takiego postu i takiej pokuty, już nigdy. Ale potem, na sam koniec, tu starzec wszystkich zaskoczył, przyjdzie pokolenie, które mimo tych braków przewyższy i najświętszych Ojców, i samych Apostołów. Bo kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.