rozważania

Ofiarowanie, czyli jak mówić o Bogu

Ewangelia Ofiarowania napisana jest na pięć postaci: Maryję, Józefa, Dzieciątko, Jezus oraz Symeona i Annę, córkę Fanuela.

Pierwszej Trójki katolikowi przedstawiać nie trzeba. Także Symeon codziennie pojawia się w brewiarzu ze swoim kantykiem i pomaga zasnąć pobożnym kapłanom po ostatnim amen komplety. Najmniej znana jest Anna, która, wydaje mi się, ma w Ewangelii Ofiarowania zadanie najciekawsze.

Jeśli kaznodzieja bierze się na kazaniu za Annę, to rozważa się najczęściej, kim ona jest, jej ród, jej wiek, wdowieństwo, w końcu długą służbę w Świątyni.

Była też Anna prorokini, córka Fanuela, z pokolenia Aser ; ta była bardzo podeszła w latach, a siedem lat żyła z mężem swym od panieństwa swego. Ona to będąc wdową aż do lat osiemdziesięciu czterech, nie odchodziła z świątyni, postami i modlitwami służąc we dnie i w nocy. Drugi rozdział św. Łukasza, wers trzydziesty szósty, w niezrównanym przełożeniu Wujka.

Czy zauważyliście, że osiemdziesięciu czterem latom Anny odpowiada psalm poświęcony pięknu Świątyni, a według numeracji Septuaginty psalm 85, poświęcony bliskości zbawienia?

Ale jeszcze ciekawe od tej symboliki jest to, co ona w tym fragmencie robi:

I ona tejże godziny (gdy wniesiono Dzieciątko do świątyni) nadszedłszy wyznawała Panu, i opowiadała o Nim wszystkim, którzy oczekiwali odkupienia Izraela.

Z wszystkich, którzy tam byli i oczekiwali odkupienia Izraela, jedna osoba oczekiwała bardziej niż inni i oczekiwała inaczej.

Anna opowiadała o Chrystusie przede wszystkim Maryi.

Nie trzeba być profesorem teologii dogmatycznej KUL, by zrozumieć, że w tym wypadku wiedza przepływa z osoby wiedzącej mniej do osoby wiedzącej najwięcej ze wszystkich. Ale jesteśmy tacy mądrzy, bo wiemy, kim jest Panna z Dzieciątkiem. Ale w tamtym momencie, oceniając po tym, co zewnętrzne, musiało by się nam wydawać zupełnie odwrotnie. Wiekowa matrona, która życie strawiła na modlitwie w Świątyni, musi o Bogu wiedzieć więcej, niż nastoletnia Matka z najuboższej wioski, z Nazaretu.

A było odwrotnie. Gdy Anna użyła słowa Bóg, miała w sobie konkretne myśli i doświadczenia, ale Maryja, w świetle tego, co o Niej wiemy, miała doświadczenia i myśli o całe niebo głębsze, jeśli można tak powiedzieć.

Nawet tak zupełnie po ludzku, jeśli mówiła o Dziecku, to przecież Maryja znała je lepiej.

Ale w tej rozmowie najważniejszy jest kontekst. Symeon powiedział Maryi o mieczu, który przebije Jej serce. Miecz to narzędzie, którego zastosowanie jest jasne w świetle grzechu, a które nie ma sensu w świecie Maryi, w świecie Niepokalanego Poczęcia. Taka zapowiedź, jak wiemy, potrafi być gorsza niż sam miecz. Anna więc przypomina Maryi o balsamie, który może sobie zaaplikować tylko Ona sama, o Bogu, to znaczy – o modlitwie.

Anna, która żyjąc tyle czasu, musiała wiedzieć, że w serce człowieka godzą rozmaite miecze i że miłość Maryi do Dziecka też okaże się obosieczna – da tak szczęście i poczucie spełnienia, jak i torturę bólu poza ludzkie i anielskie pojęcie.

Anna nosiła w swoim sercu miecz wdowieństwa, poznała gorycz straty, kosztowała owocu śmierci dłużej nawet, niżby sama umarła. Niekiedy myślimy bardzo po ludzku, że modlitwa pozwala zapomnieć, ale to nie tak. Jeśli jest dobra, modlitwa pozwala przeżyć cierpienie i nie uciekać. Jest skupieniem i spojrzeniem na swój wewnętrzny stan takim, jakim on jest.

Dlatego też balsam Maryi, odkupienie o którym Anna jej przypomina, nie uchroni jej przed raną, ale ochroni ją przed raną w tym sensie, że pozwoli jej w pełni w tym cierpieniu żyć.

Dlatego myślę, że potraktowanie Anny jedynie jako pasa transmisyjnego, jako nadajnika i pośrednika między Bogiem a Maryją jest jej niedocenieniem. Ona jest świadkiem, jak to jest cierpieć, jak to jest być człowiekiem i doznawać udręk nie tylko rozstania z kochaną osobą, ale i trudności modlitwy. Przecież nawet to wyzwolenie Jerozolimy,, o którym prorokuje Anna, gdy przyjdzie, będzie niewidzialne, spełni się przez wzgardzaną i nieuchwytną dla tak wielu z nas miłość.

Tak, jak z dala od oczu świata dokonało się w Maryi tamtego dnia Ofiarowanie i możemy mieć tylko blade pojęcie, co to dla niej oznaczało.

Anna jest trzecim posłańcem dla Maryi po Gabrielu i po Elżbiecie, ale tak naprawdę czwartym, bo pierwszym i ostatnim od początku jest dla Niej Syn. A jednak i ci posłańcy są potrzebni, lub przynajmniej przyjęci. Lub, inaczej mówiąc, Bóg zawsze przychodzi w człowieku.

O Annie powinni pamiętać wszyscy, którzy uczą młodszych od siebie. Wszyscy, którzy wychodzą na ambonę, bo dobre kazanie jest tylko wtedy, kiedy masz pewność, że w Kościele siedzi sobie niepozorny człowiek, który wie od ciebie o Bogu nieskończenie więcej i od którego modlitw, być może, jak od modlitw Maryi, bardzo wiele zależy.

I taki człowiek przy tym wszystkim czeka na ludzkie słowo, chce usłyszeć swą Tajemnicę w twoim kazaniu.

Ba, nawet Pan Bóg czeka i będzie słuchał, jak to On, nieskończenie cierpliwie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.