harce

Ostatki w Westeros – O Franciszku, pijakach i smoczym ogniu.

Co ma wspólnego Gra o Tron i papież Franciszek? Status gwiazdy popkultury. I jak denerwują mnie brzydkie reklamy ze smokami w internetach, tak denerwuje mnie ludowa interpretacja Argentyńczyka.

W obu przypadkach jest spora różnica między rzeczywistością, a tym jej fragmentem, o którym najgłośniej.

Gra o Tron ma jeszcze to wspólnego z biskupem Rzymu, że, jak wspominałem wczoraj, Wielki Wróbel, Najwyższy kapłan Wiary Siedmiu, wzywający do radykalizmu i ubóstwa, wygląda jak jego brat bliźniak. Nic dziwnego, że gdy Netflix wziął się za film o Franciszku, ten aktor wygrał casting tak zdecydowanie, jak Cersei Lannister swój proces przed siedmiu septonami.

Ale wracając do ludowej interpretacji Franciszka – jest ona (ta interpretacja, nie papież) dużo gorsza, niż wszystkie reklamy ze smokami. Naprawdę.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. W kruchcie kościoła śpi pijany człowiek. Siostra zakrystianka, starsza i schorowana, próbuje go obudzić, a że jej się nie udaje, to dzwoni po straż miejską. Historia, jakich pewnie kilka wydarza się co tydzień w całym chrześcijaństwie, miałaby tu swój koniec, gdyby nie pewien dobry człowiek, który nie przegapił okazji. Okazji, która czyni bohatera. Okazji, która pozwala dokuczyć i być tak dobrym zarazem. Bo czy papież Franciszek by tak postąpił? Bo czy to ewangeliczne wypraszać spitych jak bela chłopów z kościelnych ławek? Jeśli taki strumień świadomości nie napotka w głowie żadnej zapory, to z impetem wylewa się przez usta. Szkoda, że nie wylał się na mnie, zdrowego księdza o bezczelnej twarzy, tylko na siostrę o lasce. Jak siostra może tak robić! Wytrząsał się nad biedaczką, wstając od modlitwy, jakiś starszy pan. I piętnował, i wołał, czy tak uczy papież Franciszek?

Ciekawe, że wobec takiej nietrzeźwości upojenie tego, który drzemał na ławce, wygląda niemal sympatycznie. Trudno mieć wątpliwości, do którego uśmiechnąłby się papież.

Uważam, że świadectwo owego sędziwego nauczyciela moralności byłoby jeszcze czystsze,  gdyby dał siostrze przykład i przewiózł pijanego w sztok taksówką do swojego domu, tam obmył jego ciało, włożył w świeżą pościel, dał pospać, po czym nakarmił, a następnie udzielił bardziej duchowej pomocy. Mogliby porozważać Laudato Si. Potem, kto wie? Może nawet skromny toast za zdrowie papieża?

Że co? Że od tego są kościoły? Cóż, tak by pewnie  na to ów samarytanin odpowiedział.

Gdybym, patrząc na takie głoszenie nauk papieskich, miał akurat pod ręką smoka, to zanim ugryzłbym się w język, wyleciałyby mi trzy pierwsze sylaby słowa dracarys.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.