Dwie wiosenne fantazje na pierwsze czytanie i Ewangelię

Abba Antoni posłyszał, jak jeden z jego uczniów ogłaszał na zgromadzeniu:Gdy prorok Jeremiasz mówi, że przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku, to o kim opowiada? Jak najbardziej, że  o wszystkich czarownikach, ulicznicach i heretykach, i archidiakonach  z tego cuchnącego bukłaku po winie, jakim jest Aleksandria!

Wszyscy pokiwali głowami.

Tak, a gdy potem prorokuje o mężu błogosławionym, dodał drugi, to czy jesteśmy tak ślepi by nie zobaczyć, że jest nim nasz wielki Abba Antoni?

Na to Antoni nie wytrzymał, rozdarł swój wór, upadł na twarz i płakał. Dopiero po długiej chwili uczniom udało się go podnieść.

Nic wam widać nie dała pustynia i trud mnie, grzesznika, takoż daremny, biadał abba.

Bo jeden jest człowiek, o którym mówi Jeremiasz i tu przed sobą go macie. Dlatego napisano, że serce jest zdradliwsze, że nie pojmujemy tego, że jest to zawsze jeden człowiek. 

Tylko to mnie pociesza, że Pan będzie mnie sądził nie według mego serca, lecz według Serca Swego.

I nie według moich owoców mi odda, ale według tego, który zrodził życiodajny Krzyż. 

2

Tak się zdarzyło, że  w dzień przejścia do nieba wielkiego ojca Benedykta, zapukało do bram opactwa dwu braci nowej reguły. Mnisi wpuścili wychudłe stworzenia Boże. Posadzili je nawet przy stole opackim, gdyż starsze z nich było nie tylko prezbiterem, ale i doktorem świętej teologii. Klasztor spoglądał na nich setkami swych oczu i trochę ich żałował, trochę z nich szydził, lecz nade wszystko – był ciekawy tych bosych wędrowców, tego nowego gatunku sług Bożych. Ponadto, wieść głosiła, że rozmawiali oni z ptakami i roślinami, a także znali tajemnice żywiołów, niczym Adam przed kuszeniem w Raju. Dlatego, choć żaden z mnichów nikt na nich nie popatrzył, gdy po modłach ukłonili się opatowi i udali się do ogrodu, to klasztor nadal ich śledził i gdyby nie wiosenne ptaki, wiele uszu przypadkiem usłyszałoby ich rozmowę, gdy wędrowali ścieżkami ogrodu:

Mistrzu, dlaczego Pan Jezus opowiada przypowieść, w której powiedziane jest, że między nami a wami zionie ogromna przepaść? Przecież na innym miejscu Pisma Apostoł mówi, że ten, który zstąpił jest tym, który wstąpił i że wszystko sobą napełnił? Czyśmy razem z mnichami dziś nie wyznawali, że Pan zstąpił do piekieł? 

Albo dlaczego Abraham mówi, że nawet, gdyby ktoś z martwych do was przyszedł, nie nawrócicie się,  skoro Pan właśnie spośród martwych do nich przyszedł i znów mówi Pismo, że nawet wielu kapłanów i uczonych w Piśmie przyjmowało potem wiarę? 

Młodszy brat chciał jeszcze zapytać, dlaczego dzisiejszy kaznodzieja w starej bazylice zgasił jakby światło Bożego dnia, padające przez wysokie okna. Srogi ten mnich grzmiał bowiem z wyraźną satysfakcją z tego, że przepaść jest nieskończenie głęboka, z tego, że nie wolno ochłodzić nikogo zamoczonym palcem i z tego, że jednak się nie nawrócili. Brat nic o tym nie powiedział, bo znał swego mistrza i wiedział, że z dobroci serca i zwyczaju swego umysłu broniłby gorzkiego starca, choć w głębi serca pewnie się z nim nie zgadzał.

Przez chwilę szli we dwu w ciszy zieleniejącego labiryntu gałęzi, ciszy wyszywanej z boku przez śpiew kosa, u dołu szmerem żwiru, a u góry złotą nicią, błękitem i białymi obłokami.

Ale Mistrzu, dlaczego Pan Jezus powiedział taką przypowieść, gdy potem zrobił po Swojemu, inaczej? Bo te Jego słowa mówią i nie mówią zarazem, coś pokazują, a tak naprawdę ukrywają, nie chcę powiedzieć, że oszukują, broń mnie Boże, ale…

Mistrz uśmiechnął się i powiedział: Ironia, mój drogi Adso, słowo, którego szukasz, to ironia. Popatrz, zaszliśmy aż do rozwidlenia; wybierz, na której z dróg w tym pięknym ogrodzie wyłożę Ci moje rozumienie tej sprawy. 

Brat wahał się przez chwilę i wybrał drogę do serca ogrodu. Niebo, kosy i aniołowie przysłuchiwali im się aż do wieczora.

Jr 17, 5-10,  Łk 16, 19-31

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.