rozważania

Płomień w katedrze [1]

Echo słów księdza rozeszło się po jej ciele. Choć nie wychwyciły tego żadne instrumenty, zadrżały delikatnie kamienie i zadrżały uskrzydlone dęby, zadrżał gotyk w częstotliwości aniołów.

Ksiądz czytał ewangelię o rozlanym olejku, o rozlanych trzystu denarach, których nie dano ubogim. Który to był razy, gdy katedra słyszała oburzonego Judasza i i stanowcze „zostaw ją”, o które rozbija się od wieków podobne oburzenie.

To wnętrze, w którym Maria po raz kolejny popełniła błogosławione głupstwo, jest olejkiem rozlanym do potęgi tysięcznej.

Ludzie tak biedni, że nawet ich królowie wedle naszej miary byli nędzarzami, ułożyli modlitwę z tysięcy ton kamieni, z tysięcy szlachetnych dębów, według miary i wagi, by nauczyć śpiewu światło wpadające przez witraże, by nauczyć pacierza przestrzeń od posadzki po łuki sklepienia, by przygotować ziemię wnoszoną na stopach do komunii z niebem.

Kto potrzebował takiego cudu w świecie bez szpitali, bez kanalizacji, bez dróg?

Mówią, że Jej budowniczy myśleli o wieczności, o życiu wiecznym w swym dziele. Ja w to nie wierzę. Nie byli z gatunku deweloperów od osiedla Babel.

Patronką budowniczych jest raczej kobieta, wcierająca włosami olejek w skórę Jezusa. Nard kapie, wsiąka w posadzkę, drażni węch apostołów. Za moment będzie po wszystkim, zapach zwietrzeje, po latach jednak jeden ze świadków powie, że dla Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, zupełnie, jakby to wietrzenie było względne. Jakby Pan czuł ten zapach nie tylko kilka dni później, na Golgocie, lecz także wtedy, gdy stwarzał świat.

A tysiąc lat jest jak jeden dzień.

Gdy życie twoich rodziców biegło w cieniu budowy, gdy ty sam podlewasz swoim potem powoli rosnące pnie kolumn, czasem możesz mieć straszny sen. Koszmar płomieni i kawałków piaskowca spadającego jak aniołowie po pierwszym grzechu.

W tym śnie katedra jest jak stara szopa, jest krucha jak ciało spadające z rusztowań. Taki sen może niepokoić i żyć w ciele jak robak, co krańcowo nieprzyjemne.

Aż, gdy ciało i dusza będą już bardzo umęczone obawą, jakieś echo trafia do Ciebie jak ziarno i pojmujesz, że ty, że twoi, że katedra, dęby, że ziemia i niebo, wszyscy jesteście jak rozlany olejek.

I że nie ma w tym nic złego, tylko ukojenie.

One Reply to “Płomień w katedrze [1]”

  1. Jakimi drogami biegnie myśl Księdza… To nie pytanie, raczej zdziwienie. Zaglądam tutaj by znaleźć coś dla siebie i znalazłam. Dzisiaj. Bóg zapłać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.