Dlaczego warto pomysleć o kukle z Pruchnika

Tylu jest obrońców znęcania się na kukłą, że za rok cierpliwa nasza Wisła powinna zanieść w dani morzu tysiące rozprutych i spalonych Judaszów. Tak się jednak nie stanie i to właśnie jest fascynujące!

Dlaczego mężczyźni podjudzający swoje pociechy „wal w brzuch” wydają się obrzydliwi? Dlaczego nawet ich obrońcy, w rodzaju tego redaktora TVP, nie powtórzą sami ich wyskoku? 

Zauważmy, że swego czasu publiczna przemoc była chlebem powszednim całego ludzkiego rodzaju. Wtedy wszystkie egzekucje były publiczne i syciły się nimi nieprzebrane tłumy. Dziś topienie marzanny to niewinna zabawą dla przedszkolaków, ale przecież był czas, gdy zdarzyło się utopić jakąś dziewczynę, zwłaszcza, gdy zima nie puszczała, a w spiżarkach świeciły pustki. Zdarzyło się też kogoś spalić, jako czarownicę lub tak po prostu, bo ofiary z ludzi nie zawsze były ludziom obce. Ale to „dawniej” to nie tylko neolit, Rzym, czy Aztekowie, nie tylko stosy przednowoczesnej Europy, ale na przykład wioska w Karpatach w XX wieku.

W roku, gdy ludzie nazywali córeczki Apolonia, a chłopców nowonarodzonych Apoloniusz, na cześć odrodzonej Polski, w pewnej wiosce złożono w ofierze niemowlę, w innej – wędrownego dziada. Jak to możliwe? Ludzie bali się czegoś gorszego niż ta wojna światowa, co ich ominęła i nawet niż ta druga, co miała dopiero nastać – zarazy. Epidemia cholery mogła zabić całą wioskę i ludzie ci nie mieli pojęcia co, jak, dlaczego? Żyli bez szczepionek i bez edukacji. To nie usprawiedliwia zbrodni, ale pozwala ją zrozumieć. 

Podjęli się jej dopiero wówczas, gdy nie poskutkowało malowanie drzwi krwią, czy wieszanie na nich zajęczych łbów. 

Etnograf, który badał te zajścia po kilkudziesięciu latach, napotkał u swych rozmówców blokadę. Nie chcieli mówić o niechrześcijańskim czynie przodków.

W ich niechęci jest klucz do zrozumienia, jak nam Pan Jezus świat Swą Męką zmienił. 

Wszystko zmienił Krzyż – Ofiara z Człowieka, ale z podkreśleniem krzywdy złożonego w Ofierze, Jego cierpienia i niegodziwości tłumu, który wymusza na sędzim skazujący wyrok. Gdy klękasz przed Bogiem ukrzyżowanym, rozpamiętując Jego cierpienia, gdy słyszysz, jak ogłasza cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili, będziesz czuł opory wobec polowań na człowieka, choćby na wroga, do tłuczenia kogokolwiek kijami na ulicy, patroszenia, podpalania i wrzucania do rzeki. 

Opory, ze smutkiem trzeba zauważyć, możliwe do przezwyciężenia.

W Pruchniku to było dalekie echo przemocy, która zanika na całym świecie, ale też trochę sygnał, że jak się postaramy, to opory przezwyciężymy i w miejsce prawa znów będzie lincz. Bo o ile nie ma natury polskiej, czy żydowskiej, to jest jedna natura ludzka, jak najbardziej zdolna do zbiorowej przemocy.

Sąd nad Judaszem raziłby mnie nawet, gdybym był jedynym jego świadkiem. Nie ma w całym chrześcijaństwie pół grama teologii na obronę tego święta. To parodia ukrzyżowania, dowód, że się z Wielkiego Piątku nic nie zrozumiało, a krzyż ma się za plemienny totem. 

To tak, jakby podać Judaszowi sznur, zamiast doradzić mu spowiedź.

Pan Jezus, co oczywiste, nie zgodziłby się na taki sąd nad swoim Apostołem, a w sprawie sądu symbolicznego zapytałby – dlaczego bijesz? Dla wymierzenia sprawiedliwości? Dla Polski? To bzdury, dodam od siebie. Powody bicia są zawsze mniej szlachetne, niż ogłasza to ten, który bije. Sprawa odszkodowań za mienie żydowskie, jaką ktoś podpiął pod Judasza, to jedynie listek figowy i to z tych kolorowych, mających ściągnąć uwagę. W rzeczywistości część tamtejszej wioski cierpi pewnie od tej lub innej epidemii, albo bezrobocia, albo poczucia wykluczenia, albo, jak reszta Polski, nadmiernego spożycia. 

Wielu mieszkańców, jak przypuszczam, łapała się za głowę, na zdjęciach nie widziałem też wielu kobiet i założę się, że sceptycznie patrzyły na tę durną zabawę. Tamtejszy ksiądz perswadował i zabronił, jak pewnie każdy by zabronił i perswadował, albo prawie każdy. 

Tak, jak wielu Żydów sceptycznie patrzy na wieszanie kukły Hamana. No i jak ja (rozumiem, że jestem sam) sceptycznie patrzę na coroczną przedszkolną marzannę. Głupie, głupie to tradycje. 

Jeszcze można by pisać o zagubieniu apologetów tej pruchnickiej kukły, którzy raz malują to jako niewinną tradycję, raz znowu jako obronę polskiej racji stanu, nie dostrzegając przy tym, jak to jest demoralizujące. Zadam owym apologetom takie pytanie – czy ten festyn uczyni znęcanie się dzieci nad jakimś zwierzątkiem bardziej, czy mniej prawdopodobnym? 

Czego to w ogóle miało je uczyć? Że nie ma w Polsce państwa i na ulicach trzeba sądzić przestępców? 

Spokojnie myślę o chłopcu, bawiącym się żołnierzykami, ale coś się we mnie przewraca, jak myślę, że ktoś mógłby sprzedawać zabawki pt. „Potorturuj Judasza” czy innego wroga.

To było złe i głupie, i tyle. Zła i głupia to była tradycja, na szczęście to jej ostatnie podrygi, była to jedna z ostatnich kukieł, obojętnie z którego folkloru. Zbyt źle się to kojarzy. 

Bo niezależnie od całego kontekstu, polityki, relacji polsko-żydowskich, odszkodowań, Palestyńczyków, wprowadzania komunizmu w Polsce i od mroków Zagłady nawet, przyuczanie dzieci do linczu jest nie tylko złe, ale od Ukrzyżowania – bardzo nie na czasie. 

2 thoughts on “Dlaczego warto pomysleć o kukle z Pruchnika

  1. Od dłuższego czasu ktoś dolewa oliwy do ognia. Nie będę wskazywał palcem. Historii nie da się odwrócić. Z historii należy wyciągać wnioski. Niektórzy tego nie potrafią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.