Skąd ten pomysł?

W Poniedziałek Wielkanocny w Pruchniku maltretowano tradycyjną kukłę Judasza, a żeby nikt nie pomylił tej prowokacji z folklorem, do tradycyjnych trzydziestu kijów za srebrniki dodano pięć za „domaganie się zwrotu mienia od Polski”. Skąd ten pomysł? Albo: kto na tym korzysta?

Pytanie nie jest wcale banalne. Według wielu, nieraz tych samych osób, jednocześnie zyskuje i Polska, i Izrael. To znaczy, my robiąc takie rzeczy nabywamy powagi w świecie (w Grecji też tak robią!), a oni, nagłaśniając, nabywają znów nad nami przewagi. 

Mi jednak co innego, mniej paradoksalnego przychodzi do głowy, tak co do źródeł, jak co do zysków. Mapa mi o tym szepce na ucho. 

Mogę też wskazać eksperta, możliwego do zaakceptowania tak dla Żydów, jak i dla Polaków z obu band, który wesprze mą tezę odrobiną inspiracji. 

Przypomnijmy sobie: 

Wiedzą wszyscy, że mu nikt na tym instrumencie
Nie wyrówna w biegłości, w guście i w talencie.
Proszą, ażeby zagrał, podają cymbały,
Żyd wzbrania się, powiada, że ręce zgrubiały,
Odwykł od grania, nie śmie i panów się wstydzi;
Kłaniając się umyka; gdy to Zosia widzi,
Podbiega i na białej podaje mu dłoni
Drążki, którymi zwykle mistrz we struny dzwoni;
Drugą rączką po siwej brodzie starca głaska
I dygając: „Jankielu, mówi, jeśli łaska,
Wszak to me zaręczyny, zagrajże Jankielu,
Wszak nieraz przyrzekałeś grać na mym weselu?”
Jankiel nieźmiernie Zosię lubił, kiwnął brodą
Na znak, że nie odmawia; więc go w środek wiodą,
Podają krzesło, usiadł, cymbały przynoszą,
Kładą mu na kolanach, on patrzy z rozkoszą
I z dumą; jak weteran w służbę powołany,
Gdy wnuki ciężki jego miecz ciągną ze ściany,
Dziad śmieje się, choć miecza dawno nie miał w dłoni,
Lecz uczuł, że dłoń jeszcze nie zawiedzie broni.
Mistrz zawsze patrzył w niebo czekając natchnienia.
Spójrzał z góry, instrument dumnym okiem zmierzył,
Wzniosł ręce, spuścił razem, w dwa drążki uderzył,
Zdumieli się słuchacze…

Czym się słuchacze zdumieli? O czym grał Jankiel? 

O odwiecznym konflikcie polsko-żydowskim?
O tym, że Polak nienawidzi Żyda od pierwszego karmienia piersią?
A może o rozbiorach Rzeczpospolitej pomiędzy kahały czterech ziem?

O, zapomnieliśmy chyba… A są to rzeczy podstawowe, są to karty tyle razy znaczone, tyle razy już zagrane na naszym stole, przez starych szulerów spod ciemnej gwiazdy i nie ma na tych kartach, uwierzcie, ani liter łacińskich, ani hebrajskich. 

Lecz nic to, że Lachy pamięć gubią. Od tego są te diabły przy jaskrawym placu, by nam i biały i czerwony carat przypomniały, i nowym, błękitnym nas zdumiały! Byśmy nie łudzili się więcej sojuszem z koszerną przecież, masońską Ameryką, ani z walącą się w gruzy Europą. Byśmy za to z oddaniem pocałowali nahajkę, do czego oni swój własny, umordowany naród od wieków przymuszają. 

Ja o owych diabłach, uzbrojonych w pięćdziesiąt tysięcy głowic, zapomnieć nie mogę. 

Ani o ich pomagierach, co na polskich uczuciach tak perfidnie grają. 

Więc, nie tak melodyjnie, jak Jankiel, lecz jednak walę w cymbały i przypominam. 

I kłaniam się nisko i na wschód działaczom ruchu narodowego, którzy już zdążają do Pruchnika, by czerwona gwiazdka, co tam padła, czasem nie zagasła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.