harce

Zakon białych rycerzy

Mnich ogłosił, że dziś będzie bajka o zakonie rycerzy białych.

– Co powinno być w takiej bajce? – zapytał.

– Zamki, król, średniowiecze! No i rycerze! – odpowiedzieli uczniowie.

– A żeby bajka była ciekawa? – dopytywał mnich.

Muszą być też czarni! – ktoś krzyknął, a umysł mnicha aż zaiskrzył z radości, że oto uczniów ma tak bystrych, i z tą radością rozpoczął:

W królestwie sprawy toczyły się całkiem nieźle, po całuśnej wiośnie pełne lato, a potem pani jesień za rękę wiodła jasną zimę, a w miarę, jak dni mijały, król powoli obracał na głowie kolorową koronę. Kwitł handel, rozwijały się miasta, było życie dworskie i poezje w zamkowych ogrodach. Ludzie uprawiali ananasy, a słynęli zwłaszcza z kucy różowych.

Tu pierwszy raz się uczniów śmiech rozległ, a mnich kontynuował:

Wyobraźcie sobie teraz, jak na wozy uginające się od ananasów, ciągnięte przez barwne koniki, napada banda. Zbóje tak źli, że aż w czarnym zakonie zaprzysiężeni. Rabujący, bijący, gwałcący, mordujący jak królestwo długie i szerokie, w każdej porze roku –

Drugi raz się roześmieli. – Po co, ojcze, czarnym rycerzom różowe koniki? – któryś zapytał. – O, zdziwiłbyś się, co może drzemać pod czarną zbroją! Poza tym handlowali nimi na allegro, zawsze jest zbyt na takie rzeczy –

Mich kontynuował, a czarni rycerze rośli w siłę i zło z każdym słowem opowieści.

Dobrzy ludzie postanowili pomóc królowi w porządkach. Już wkrótce ludzie odrywali wzrok od pól, by patrzeć, jak biały zastęp rycerstwa przegania czarnych. Czasem jakiś chłopiec miał trudność, by znów schylić się do ananasów, za to stał oparty o grackę i marzył, i psuł strachy na gawrony, okładając je kijaszkowym mieczem.

Niejeden potem dołączył i mnich powiedział – spójrzmy sobie na takiego

Taki chłopiec wrośnięty w realia feudalnej wojny, biały zastęp goniący czarny, a czasem uciekający. Czasem zdobywający zamek, a raz, choć czarni rycerze się poddali, dowódca kazał poskracać im głowy, a potem zabrał większość zakradzionego mienia dla siebie, trochę podzielił między zakon, a resztki rzucił ludziom okradzionym przez czarnych. Potem jeszcze podejrzliwie spojrzał na młodego rycerza, co stał z boku z niepewną miną, jakby widział, co mu się we młodej głowie dzieje.

A działo się ciekawie. Oto rozwijał się pod hełmem zwój, na którym pamięć zapisywała kolejną rzecz, o której nie powie do listy długiej jak litania.

Gdy zostawili za plecami płonące ruiny, do tegoż rycerzyka podjechał zacny rycerz w poszarzałej już nieco pelerynie i zbroi. Gdy mordowali jeńców, był akurat w wieży. Zakaszlał i zaczął swój wykład, wyklinając krwawego dowódcę, co tak nierówno łup podzielił i by niehumanitarny, potem zakaszlał drugi raz, skomentował pochmurną pogodę, popatrzył spod hełmu na młodego i ozwał się w te słowa:

– Ale wiesz, że nie możesz powiedzieć? –

Po pierwsze, król nic nie zrobi.
Po drugie, mają swoich ludzi i na dworze.
Po trzecie, czarni rycerze to realna groźba. Jeśli ludzie stracą wiarę w nas, ich ananasy i koniki pójdą na zatracenie i w końcu okaże się, że na nic się kręci kolorowa korona na królewskich skroniach i mroki by okryły ziemię, gdyby zaćmić tak szpetnie słońce naszego dobrego przykładu.

– Dlatego pamiętaj, nie mów nikomu! – dodał jeszcze i popędził siwego wierzchowca do szybszego kroku.

Rycerzyk sam został ze zwojem zwiniętym w sercu i dumał nad przewrotnością świata.

Pośrodku lasu, na polanie zarządzono biwak i rycerz położył się obok miecza, któremu oddał duszę. Zasnął, a wtedy stanął przy nim anioł.

Miał plan dopracowany i prosty – pokazać młodzieńcowi dwie przyszłości. We śnie królestwo za pięćdziesiąt lat, jedno, w którym ludzie rzucają zgniłymi liśćmi ananasów za każdym, kto biel nosi, drugie, w którym dzieci machają na widok jeźdźców jasnych w czystych zbrojach. Takie było zadanie anioła i wiedział, że bajki powinien domykać morał.

Pokazać mu wielką wagę pojedynczej decyzji.

Dlaczego więc siadł tylko na pniu obok rycerza i się zadumał?

Mnich skończył bajkę w takim zawieszeniu, chyba nieudanie, skoro trzeci raz śmiech się nie rozległ.

One Reply to “Zakon białych rycerzy”

  1. Świetna opowieść.
    Może mieć tez inne zakończenie: nikt w nikogo nie będzie niczym rzucał, bo biali rycerze po prostu znikną, albo będzie ich tak mało, że będą stanowić atrakcję turystyczną.
    Jak kilka lat temu z przyjazdem Wielkiego Mistrze Krzyżackiego do Polski – w wiadomościach był na ostatnim miejscu, jako ciekawostka, że Krzyżacy nadal istnieją.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.