Panika moralna w Dziejach Apostolskich

Z listów Pawłowych trzy cytaty uwiły sobie gniazda w mowie katolików, a wszystkie ironiczne, co dobrze świadczy o naszej inteligencji. Pierwszy to słynni „ludzie Chloe”, którzy musieli budzić uśmiech już pierwszych klerykach, jacy pojawili się na planecie. Drugi to równie słynny koń, którego nie było, a z którego św. Paweł spadł w wiadomej drodze według popularnego przepowiadania. Nie dalej jak w adwencie słyszałem o owym rumaku z lubelskiej ambony, że wodzi drogami alkoholu i grzechu. Ale chcę powiedzieć o trzecim, najciekawszym, o pobożnych a wpływowych niewiastach z paskudnie u nas przekręcanej Antiochii.

W Antiochii Pizydyjskiej Żydzi podburzyli pobożne a wpływowe niewiasty i znaczniejszych obywateli, wzniecili prześladowanie Pawła i Barnaby i wyrzucili ich ze swoich granic, czytamy w Trzynastym rozdziale Dziejów Apostolskich.

Synowie ludzcy mają skłonność do paniki moralnej.

Pierwszy jej obraz w Piśmie mamy prawdopodobnie w opisie budowy wieżowca spółki Babel, potem czytamy o Pelegu, synu Ebera, syna Szelacha, za którego czasów ludzkość się podzieliła, co może być także pewnym śladem, a potem mamy ulice miasta na chwilę przed zagładą, ludzi krzyczących i rozrabiających pod drzwiami. co prawda nie cieszą się oni sławą obrońców zwyczajów i spokoju, wręcz odwrotnie, ale, gdy się wczytać, to nawet bez wsparcia egzegetów słychać nutę oburzenia na to, że obcy się u nich rządzą. Potem z każdą księgą przykładów przybywa, aż panika moralna pomaga elitom kapłańskim Narodu Wybranego rozwiązać problem Pana Jezusa, ze znaną zresztą skutecznością. Ale mierne owoce to niejedyny mankament paniki. By poznać jej mocne i słabe strony wróćmy do najpiękniejszego grodu Pizydii.

Proponuję taki eksperyment myślowy. Oto w czasach, w których toczą się dzieje apostolskie, bramy Antiochii przekracza pewien gnostyk. Takie postaci były w helleńskich miastach częste jak łosie przebiegające drogę w lubelskim, sam św. Łukasz nieraz wspomina takich czarodziejów, na przykład Szymona Maga. Otóż taki właśnie czciciel kosmicznych mocy, a może nawet demonów, pożycza pusta beczkę od handlarza lechickimi śledziami i zaczyna swoją przemowę, niebudującą. Głosi natchnienie swoich gnostyckich zwojów, gdzie bezbłędnie wymienione są wszystkie sto czterdzieści trzy imiona Archanioła Azazela, tak jawne, jak i tajne. Głosi wyższość tych zwojów nad Biblią. Zbiera się tłum, ale też po chwili dzieciak odrywa się z tego tłumu i biegnie do synagogi, może z nadzieją na kiść winogron, a może nawet na monetę. Przełożony już wie i rozmawia z pobożnymi niewiastami i obywatelami, a chwilę potem gnostyka ściągają z beczki i wleką poza bramę, a on gorszy jeszcze przechodniów klątwami, jakie rzuca na pobożnych a wpływowych, swoich wrogów w każdym mieście. Wrogów każdego takiego człowieka, mąciciela spokoju.

Otóż naszego Pawła i Barnabę widziano właśnie jako ludzi od pustej beczki. Nie dla żartu ten pierwszy napisze, że Bogu spodobało się zbawić ludzi przez głupstwo głoszenia słowa – patrzono bowiem na apostołów przez pryzmat takich wędrownych oćmijludków. Ale w innym jeszcze celu daje ten przykład – ten akurat czyn oburzonych w Antiochii miał dobre konsekwencje – ludzie trwali przy Starym Testamencie, nie porzucali go dla kolorowych gnostyckich wizji. Ale ten sam czyn chwilę później oddalił tych samych zacnych mieszkańców od Ewangelii. W obu przypadkach działali, w swoich oczach, z dobrych pobudek ochrony religii i spokoju.

Jaki z tego morał?

Chcę uspokoić czytelników, że morałem nie będzie to, że Dzieje Apostolskie odradzają bronić religii i spokoju. A jednak mówią nam sporo o prowadzącej do tej obrony panice.

Po pierwsze, samo zjawisko jest jak burza, moralnie neutralne. Polskie niebo widziało zarówno ludzi oburzających się na realne zło, na przykład powszechność pornografii, jak też na zło urojone, w rodzaju oburzenia na ludzi sugerujących, że pańszczyzna jest nie po myśli Pana Jezusa, albo, że Pan Jezus optuje za tym, by przyjąć ludzi, którym wysadzono domy. Ludzie bowiem mogą się równie skutecznie oburzać na prawdziwy grzech, jak i na to, co w gruncie nim nie jest, albo jest w nim wręcz odwrotnie. A ilekroć oburzenie jest naprawdę przewrotne, wiadomo, że musi chodzić albo o interesy ekonomiczne (kazus sprzedawców pamiątek z Efezu, opisany w Dziejach), albo o politykę, jak to uwiecznił Kajfasz w swoim grzmiącym przez stulecia „lepiej, by jeden człowiek umarł za naród”. To ostatnie tłumaczy na przykład wygłupy dobrych skądinąd ludzi przy okazji wiadomej kukły w Próchniku, z jakiegoś powodu uznali, że ta kukła to część naszej tożsamości i jako takiej, trzeba jej bronić i bronili dość ostro, choć sami pewnie mieli by opory, by tłuc ją kijami. Daję ten przykład, by pokazać, że panika moralna to żywioł. Gdy dziesięć metrów od mojego kościoła przechodził marsz równości, ludzie w dobrej wierze ciskali w tłum kamieniami, a potem niejeden zawstydzony bił się w piersi, bo poczuł, że przesadził. Patrzyłem na to z okna i modliłem się, by żaden kamień nie trafił. Co do lewicy zaś, to stwierdzenie panika moralna występuje przede wszystkim jako skrót na oddanie tej cenzury, której poddają zachodnie uczelnie.

Po drugie, panika moralna, zbiorowe oburzenie ludzi przeświadczonych o swojej prawomyślności, jest ograniczona w swej mocy. Jak burza, potrafi być gwałtowna, ale trwa niedługo i nieczęsto na trwale cokolwiek zmienia. Wyrzucenie Apostołów z Antiochii miało marginalny wpływ na rozwój Kościoła na tamtych terenach. Niewykluczone, że przy którejś ewangelizacji znaczniejsi obywatele i wpływowe niewiasty połknęli Boży haczyk, wpadli w chrystusowe sieci. Podobnie z innymi manifestacjami. Nikt chyba nie wierzy, że lewica regresywna wprowadzi swoją cenzurę na uczelniach na wieki wieków.

Po trzecie, panika moralna to nie jest prawdziwe życie. To często nie jest nawet prawdziwa inicjatywa prowadząca do konkretnego dobra, a tylko zryw pozwalający poczuć się lepiej, pomysleć o sobie samym jako o obrońcy prawdziwych wartości. Obroną wartości jest jednak jedynie atak i podczas gdy było pewnie wielu chrześcijan za Pawła i Barnaby oburzonych na zepsute pogaństwo, różnicę zrobili ci, którzy po otrzepaniu sandałów za bramami Antiochii, pośmiali się trochę z ludzkiej głupoty i ruszyli dalej, do Ikonium.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.