Traktat o wożeniu Arki

Chłop wiózł furmanką Najświętszy Przedmiot w kosmosie. Ponieważ klepisko Nasona, przez które jechał, było wyboiste niczym Aleje Racławickie, a woły sceptyczne, to furmanką zatrzęsło i Najświętszy Przedmiot byłby wypadł, gdyby Uzzo, jak miał chłop na imię, nie przytrzymał przedmiotu. Była to ostatnia rzecz, jakiej dotknął  i tak to wygląda od dwu i pół tysiąca lat aż do dzisiaj i dalej, aż do dnia, gdy Uzzo powstanie na Sąd.

Jeśli kogoś zainteresowało to zdarzenie z drugiej księgi Samuela, to ostrzegam, że przy wpisaniu w wyszukiwarkę „arka spadła”, lub „upadek arki”, można dowiedzieć się więcej o pewnym zespole z Gdyni, niż o Biblii.

Ze stadionów Ekstraklasy wróćmy zatem na klepisko. Stając przy furmance z Arką przymierza i leżącym opodal Uzzą możemy pójść w dwie strony.

Pierwsza oznacza zgłębianie tej perykopy. Wyjaśnianie, skąd w Starym Testamencie takie rzeczy, jak sroga kara Uzza, skoro my Pana Boga znamy jakby od innej strony. Zostawiam to teologom większej klasy. Eksplorował to na przykład ojciec Jacek Salij.

Tutaj chcę pójść w drugą, łatwiejszą. W stronę wyciągania z przygody z Arką nauk i w stronę przestrzegania.

W końcu, co prorocy spisali, ma nas pocieszać, pokrzepiać, budować, jak mówi Paweł.

Droga ta może się jednak wydawać bluźniercza. Bowiem w czasach, gdy mamy postawić wszystko na ewangelizację, droga ta prowadzi przez to, co w religii jest groźne, podobnie, jak groźne było dotykanie Arki. Ale, jak ufam, jest to droga pożyteczna, zwłaszcza dla tych już nieco zewangelizowanych.

Zachęceni przykładem Franciszka, który sąd zaczął od Domu Bożego, weźmy na pierwszy ogień klerykalizm, jako przykład obrócenia rzeczy świętych do góry nogami.

Kiedyś był przesądem powszechnym. Ciążył nawet nad milicjantami, a całkiem niedawno dość mocno jeszcze panoszył się wśród policjantów. Dziś, jak mniemam, dzięki pracy kapelanów, nie ma po nim śladu. Jeśli pociśniesz ile fabryka dała, to możesz być nawet kardynałem w kapeluszu i wielkiej kapie, a i tak dadzą ci mandat. Słyszałem o przypadku biskupa, który sam zachęcał policjantów, by go nie oszczędzali, ale okazało się to niepotrzebne, nie mieli zamiaru go oszczędzać. No i dobrze. Księdza wystarczy potraktować jak człowieka, co, o ile jest człowiekiem, powinno go ucieszyć i zupełnie zadowolić. Tak z każdą jedną sytuacją.

Klerykalizm to przykład dotknięcia Arki rozumianego jako nadgorliwość w okazywaniu szacunku pasterzom.

Jego bratem bliźniakiem jest oczywiście antyklerykalizm, równie głupi jak każde rzucanie do jednego worka, a potem do jeziorka. Nie powiem, by nie był dziś popularny.

Inne przykłady:

Wyrzuty sumienia. Nie tylko te z byle powodu, a więc skrupuły, ale też wyolbrzymione i nieprzemijające za winy faktyczne. Nie razi może aż tak mocno, jak Arka poraziła Uzza, ale za to częściej, nawet kilka razy dziennie. Kończy się, gdy się pojmie, że Bóg zbawia grzeszników.

Zanim się skończy, spowiedzią można się zamęczyć nieustającą, jak się swego czasu mnich augustianin Marcin Luter zamęczał.

Inny skądinąd pożyteczny przedmiot: Teologia. Wychodzisz potem, mając już tytuł i ogłaszasz, że studia doktoranckie na KULu pozwoliły ci pojąć Tajemnicę Trójcy Świętej. Pokusa, by tłumaczyć wewnętrzne życie Boga z pewnością taką, jakby podawało się przepis na ogórki małosolne.

Podobnie wielu ludzi męczy się czytając Biblię. Wychodzą oni z założenia, że pojmą wszystko, że rozgryzą i zrozumieją, a to jest tak bardzo niemożliwe niemożliwe.

Za dużo rozumu w religii to jedna skrajność, po drugiej stronie mamy na ogólną nieufność wobec nauki. Zwykle pierwsze ginie najtrudniejsze, stąd tak wielu sądzi, że ewolucja to tylko teoria. Jeśli to nie starczy, droga wiedzie dalej, przez obszary Wielkich Lechii, hen, za płaską Ziemię, za antyszczepionki, kosmitów usypujących sterty kamieni, aż do poglądu, że słońce stworzył diabeł w środku wklęsłej ziemi.

Diabeł, skoro już wyskoczył, też robi swoje i to na dwa sposoby, mówi albo: nie ma mnie, albo: jestem wszędzie.

Także mówienie świadectwa, na przykład na rekolekcjach, jest ryzykowne. Zużywa się ono po którymś razie, uczysz się go jak roli i w końcu przestaje być intymne i twoje.

Dalej: trzymanie z Kościołem, które zapomina, ze nie ukryje się miasto położone na górze, trzymanie w sumie zadowolone z zamiatania pod dywan.

A także papiestwo świeckie bardziej papieskie od argentyńskiego.

Z innej beczki: Troska o ubóstwo materialne kościoła. Gdy umiłowani w Chrystusie Panu bracia i siostry nie zastanawiają się, z czego żyją siostry zakonne albo pan organista i nic nie zostawiają.

W końcu Circus Maximus w liturgii, czyli niemal dosłownie macanie Arki. Jeśli dziś chcesz dotykać ludzi monstrancją, to jutro będziesz montował ją na dronie i latał po nawie głównej. Dlaczego? Cóż, nie ma innej drogi dla doktryny szoku!

Z podobnych: Ewangelizacja skandalem, ale i i ewangelizacja banałem.

Istnieją też sposoby zrobienia sobie krzywdy w religii bardziej poczciwe. Na przykład, zbyt dużo pacierzy i przemęczenie mszą codzienną. Franciszek Salezy ładnie to tłumaczy w Filotei, choć można też dojść samemu.

I dalej w tym stylu, bo czegoż ludzie nie wynajdą w rozległych krainach na wschód od złotego środka!

Nie zawsze też pierwszy odruch jest dobry, czasem trzeci i czwarty dopiero odbywa się przy włączonych zarówno rozumie, jak i sercu, nie mówiąc o sumieniu. Nie wystarczy bowiem chcieć dobrze, albo powtarzać sobie, że się dobrze chce.

Innymi słowy, Uzzo łapiący najświętszy przedmiot przedstawia odwieczne problemy człowieka, który chciałby mieć Pana Boga łatwego w obsłudze, niby furmanka i krowy. Dlaczego nic tak nie uczy pokory, gdy ktoś uczyć się ma ochotę, jak religia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.