Ziemia jest Płaska! Przecudowna! I pełna Świętego Ducha!

Tak. Płaska, Cudowna i Pełna! Moje rozważanie będzie jednak przekorne, bo o nieczęsto omawianym tekście, który jednak od stuleci rozpoczyna Mszę w dzień Zesłania, a który pochodzi z księgi Mądrości, z pierwszego rozdziału, z siódmego wersetu, a ogłasza, że Duch Pański napełnił okrąg Ziemi, że ogarnia całość, Wszystko, a zwłaszcza człowieka. Przecudne, zapierające dech zdanie otwiera nam Mszę Pięćdziesiątnicy. Wibruje ono taką poezją, taką mocą natchnienia, że gdyby człowiek z całej księgi poznał tylko te zdanie, miałby przeczucie co do chwały pozostałych wersów, a dyby z całej mszy tylko je usłyszał, mógłby wywieść z niego i czytania, i psalm, i Ewangelię, i Dzieje.

Najpierw, Ziemia w tym wersecie jest płaska, jak spodek pod moją pachnącą kawą. Wiem, jak to się kojarzy, ta płaska Ziemia, ale niech wyjaśnię. Fakt, jeśli roztrząsać płaskość tę globalnie, to mamy antynaukowy bełkot, ALE, jeśli roztrząsać płaskość lokalnie, to w płaskości tej są kopanie sensu na miarę tych Salomona! Werset ten mówi o Ziemi na ludzką miarę, o kawałku kulistej planety, który za środek ma dwunoga, czy jak Lem nas nazywał, bladawca. Nie w tym więc rzecz, że Ziemia jest płaska, że leży na słoniach które synchronicznie stepują na skorupie żółwia, że żółw ten płynie przez czarny ocean i że zjada po drodze wszystkie foliówki, jakimi ludzie zaśmiecili kosmos.

Chodzi raczej o to, że stoisz tam, gdzie stoisz, w mieście lub na polu, rozglądasz się i masz okrąg, a w zasadzie widnokrąg. To, co widzisz, powietrze, które czujesz na skórze, jak ci dmucha we włosy, zaczepia sutannę lub sukienkę, i promienie na buzi, głosy jeżyków i drozdów, czarne bzy na parterze i powyżej kwieciste balkony lip. Trawa i biegające psy, rodziny spacerujące po kościele. Taki okrąg to świat nie ze statystyk czy z newsów, czy z astrofizyki, ale tutejszy, przydrożny, wycięty na ludzką miarę okręgiem idealnym jak szklanka, którą babcia wycina pierogi z rozwałkowanego ciasta. Z okolicy dochodzi mruczenie aut, okrzyki ze stadionu, dzwony na procesję. Okrąg świata. Otóż ten właśnie okrąg, jak i każdy inny jak ogłasza dziś uroczyście Kościół Rzymski, pełen jest Ducha Świętego, bo został On zesłany!

Jak to? Czy wcześniej go nie tam było, proszę siostry, pyta Kasia na katechezie siedmioletnia, co ksiądz ściemnia! wcześniej było, że jest wszędzie, nie? pyskuje trafnie Eryk z technikum. Jak to, zesłanie? prowokuje wykładowca kleryków w seminarium, skoro niczego jeszcze nie było, a On,  jak mówi Biblia, już unosił się nad wodami? Cóż, pełna takich subtelności jest nasza wiara, takich już i jeszcze nie, takiego twierdzenia w przeczeniu, takiej uśmiechniętej Tajemnicy. Pewnie, że był. W nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Dla  Niego każde ziarenko i atom w ziarenku to osobna historia, a zwłaszcza to, co żyje zna On znakomicie, ścieżki żuczków i ludzi jednako, śmierci myszy i ludzi, imiona ameb tak, jak aniołów. Dopiero mając to w pamięci, pojąć można istotę Zesłania, które polega na tym, że człowiek to wreszcie dostrzega, że widzi, że piękno w świecie obecne, że przecudowność świata ma swe głębsze Źródło.

Kiedyś księdza Twardowskiego męczyła jakaś komunistyczna komisja i na odczepnego powiedział im, że widzi Boga i dlatego wierzy, to tak naprawdę powiedział przy okazji wszystko, co jest do powiedzenia. Istotę chrześcijaństwa. To samo ten twardy mistyk, święty Ignacy. Zwróć uwagę, mówi, jak Bóg mieszka w żywiołach, dając im istnienie, w roślinach, dając wzrost, w zwierzętach, sprawiając, że czują, a także w nas, darząc rozumem, ilekroć chce się nam myśleć. Popatrz, mówi Ignacy, jak czyni z Ciebie świątynię. Mało tego! On w stworzeniach dla Ciebie pracuje, działa i trudzi się, tak, jakby współdzielił trud tak kwitnących jaśminów, jak i ukrytego w nich słowika. Od Niego bowiem dobra zstępują, jak deszcz i nie ma rzeczy za małej czy za wielkiej, w każdej się zmieści i każdą rozsadzi łagodnie niewidzialnym swym Światłem.

Pamiętam, jak na koniec długich ćwiczeń duchownych pisałem w zeszycie wprowadzenie w medytację, ojciec jezuita, chyba Królikowski, wyliczał całą litanię stworzeń, otwierał nam oczy na świat piękny i bardzo różny i powiedział na koniec, że to zwieńczenie Ćwiczeń Ignacego. Że Ignacy tak to złożył, że po przyglądaniu się życiu Pana Jezusa przez trzydzieści dni człowiek przeżywa na koniec Zesłanie Ducha, a Zesłanie to Ignacy pojmował właśnie jako przebudzenie pośrodku pulsującej, żywej świątyni, pośrodku kręgu Ziemi Nim napełnionego.

Zesłanie nie oznacza więc, że będziemy nagle nieomylniejsi niż papieże lub bardziej etyczni niż profesor etyki KUL. Zesłanie oznacza za to, że mając oczy do patrzenia i uszy do słuchania, zorientujemy się, że wszystko jest pełne chwały, nawet to, co straszne jak sama śmierć. Że pod mętną powierzchnią zdarzeń płynie w głębi nurt pokoju i niesie życie wszystkim, to zwykłe, doczesne, a także to wieczne, niepojęte, gdy stworzeniom dane będzie wrócić do Źródła. Nie da się zasłużyć na tę harmonię i nie da się jej wytworzyć, ani wymodlić, można ją tylko przyjąć.

Dobra, dobra, a jaka droga, proszę księdza, do tego przyjęcia?

Życie. Bo Duch został nam dany przez Człowieka. Pan Jezus musiał przejść przez wszystkie możliwe i niemożliwe stany ludzkiego ducha, przekroczyć każdą  przemycając w sobie boskość Syna, by otworzyć ludziom dusze na Bożego Ducha. Jest w tym pewne pocieszenie, które warto przypomnieć sobie, ilekroć życie nas przeczołguje, smuci, nudzi, dobija. Za którymś upadkiem, potknięciem bądź przewróceniem zwracasz uwagę, że prócz trudności jest coś jeszcze, ta przestrzeń pełna pokoju, to Zesłanie Świętego Ducha.

3 thoughts on “Ziemia jest Płaska! Przecudowna! I pełna Świętego Ducha!

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.