Szkocka Saga – Katolicy

Gdzie by się uchowała wiara, gdyby przyszedł antychryst? W rzymskich katakumbach? Może w wioskach na zachodnim wybrzeżu Francji, albo w okolicach Tarnowa? Może w Fatimie? W Afryce albo w Meksyku, gdzie pamiętają jeszcze Cristeros? Zadał sobie to pytanie Brian Moore i odpowiedział, że na wysepce u brzegów Irlandii. Przypomniałem to sobie, patrząc na pełniutkie kościoły Coatbridge, gdzie tu i ówdzie ruda czupryna przypominała o krwi Celtów. To pobożny lud, a gdy piszę o krwi, nie sugeruję, by mieli na tym punkcie obsesję, przeciwnie, z trudnych zmagań z naturą i sąsiedztwem Anglików Szkoci, lub Szkoci irlandzkiego pochodzenia, jak tutaj, wyciągnęli wniosek najlepszy z możliwych, mianowicie, że wszyscy ludzie są ludźmi.

No, może są w dodatku jeszcze księża, którzy mają w sobie dla nich coś jeszcze. Księża, do których tutejsi mają specjalną słabość,  która sprawia, że przyjemnie jest im służyć. Jest 2019 rok, przez wszystkie niemal katolickie kraje przetoczyła się wiadoma burza, zdolna zniszczyć resztki zaufania i wiary w katolickie kapłaństwo. Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale tutaj ludzie głośno mówią one, holy, catholic and apostolic Church, a gdy mówią Father przed moim imieniem, czynią to z sercem na dłoni.

Są dumni ze swojej pobożności i gdy z podziwem patrzę na pełne ławki, dodają, że są wakacje, w dodatku jakieś święto i mnóstwo ludzi wyjechało. Możliwe, lecz i tak w kościele pełno dzieci oraz młodych, tak par, jak i pojedynczych ludzi. W świątyni pod wezwaniem Trójcy i Wszystkich Świętych msze są dwie, w drugim, św. Szczepana –  jedna.

W pierwszym służą głównie chłopcy, w drugim, być może ze względu na pracującą tam siostrę, przy ołtarzu asystuje gromada celtyckich księżniczek, w tym kilka o płomiennych kucykach, a najstarsza była nawet przepasana pasem z około setką kolorowych medali, których pozazdrościłby jej niejeden polski prałat. Przypuszczam, że to odznaki ruchu skautingowego. Dziewczynki te robią dobrą robotę nie tylko służąc, ale też chichocząc cichutko, ilekroć usiłuję wypowiedzieć wyraz disciples lub recieve, o jest najbardziej czarującym zjawiskiem, jakie obserwowałem w Szkocji, tak, że prawie się ze swej marnej wymowy.

Ministranci zaś są dzielni. Nie mogłem się powstrzymać, by nie zrobić swojego zwykłego żartu „to kto z was chłopcy, pomoże księdzu i powie dziś kazanie?” W Polsce jest zawsze z tego śmiech, a u młodszych, trochę przestrachu, a tu, proszę, spotkałem młodzieńca, na oko osiem lat, który najpierw się zaśmiał, potem zaś spoważniał i zapytał, patrząc na mnie uważnie, czy naprawdę jest potrzeba. Nie wątpię, że zrobiłby rzecz lepiej, niż ja, znając język i przy takim charakterze!

Naczynia liturgiczne są pozłocone, lub srebrne, nie palą się wieczne lampki, choć ludzie klękają przed tabernakulum. Gadają też niesamowicie w kościele, co i u nas się już upowszechnia, jak zauważyłem, ale trzeba przyznać, że tu robi się zupełnie cicho na czas mszy. W okresie wakacji liczą na krótsze kazania i mniej też jest śpiewów. Powstrzymuję więc pragnienie popisania się głosem na miarę siedmiu starych kanoników lub dwudziestu moździerzy i wszystko recytuję.

By sprawdzić, czy nie śpią, rzuciłem dziś mówiąc o gościnności, że czasem nawet król Anglii zapomina swych manier i trzeba mu wskazać drogę do domu, by sobie tam przemyślał to i owo. Jest to zdanie z Flower of Scotland, niezwykle udanego hymnu, trzeba rzec, bardzo mądrego, z tą frazą, że dni walk zbrojnych już odeszły i powinny pozostać w przeszłości, ale że mimo to, dziś także możemy powstać i być sobą. Otóż parafianie nie spali, złapali ukochane słowa i uczcili je salwą śmiechu, jak przystało wiernym poddanym Pana Jezusa, papieża Franciszka oraz, tu puszczam oko, pewnej starszej pani z Windsoru.

Panie, które pomagają przy kościele, nabijają się z ludzi z Edynburga, jakoby promieniowanie tamtejszego zamku wytworzyło w nich zbytnią uniżoność wobec angielskiej korony. Będę musiał pojechać i sprawdzić!

Co do niedzieli, odnotuję jeszcze ciche tace tutejsze oraz brak księgi intencji, ludzie dają kopertę z pieniążkiem i mówią, odpraw ojcze, kiedy chcesz, co, nie powiem, jest wygodne.

W kościele mają nie tylko szafarzy, ale szafarki i nie zauważyłem, by ktoś ze świeckich do rozdawania komunii jakoś specjalnie się ubierał. To chyba największa różnica w porównaniu z Polską. Aha, poświęciłem jeszcze kilka różańców.

Miałem ochotę zapytać przy herbacie, czy słyszeli o Białymstoku, albo co myślą o sferach wolnych od LGBT, ale stwierdziłem, że miałbym problem, by to im opisać. Kto tam walczy i z kim? Sam mam z tym problem i pewnie jutro coś o tym napiszę. No i nadrobię ze zdjęciami.

2 thoughts on “Szkocka Saga – Katolicy

  1. Nigdzie w tym roku nie wyjeżdżam,to sobie przynajmniej poczytam Księdza relacje. Lekkie ma Ksiądz pióro i ciekawie na świat patrzy.Owocnego wyjazdu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.