Zainwestuj w Apokalipsę!

Będzie o chrześcijaństwie, LGBT i miliardach dolarów. O Władcy Pierścieni, o sukcesie w biznesie, o Apokalipsie, i o heretyku, który chce, żebyśmy nie umarli. Peter Thiel urodził się w 1967 roku, gdy premierę miał serial Rumcajs, a Paweł VI zwołał pierwszy synod biskupów. Ludziom wówczas robiło się zimno na myśl o wojnie nuklearnej, zwłaszcza w Niemczech Zachodnich, może dlatego rodzice przenieśli się z małym Peterem do Stanów. Praca pana Klausa Friedriecha Thiela wymagała jednak przeprowadzek, więc szkół zaliczył osiem, a tym jedną z mundurkami i karami cielesnymi, gdzie bijąc linijką po rekach srodzy belfrzy kładli podwaliny pod światopogląd Thiela, maksymalnie wolnościowy, z alergią na uregulowania, bez tolerancji dla jednolitości. To mu zostanie na całe życie, jest libertarianinem. 

Na całe życie została mu też wyprawa na Górę Przeznaczenia. Władcę Pierścieni przeczytał dziesięć razy. Jasne, nie on jeden! Frodo i Bilbo mieli miliony niewidzialnych towarzyszy, dziewczynki i chłopcy zewsząd pod słońcem obserwowały ich przygody, tak, że niezliczone misie zwały się Elrond, lalki były Galadriele, złośliwi koledzy Nazgule, ale Thiel poszedł o krok dalej, także jest na ziemi sporo ludzi, którzy zapytani, gdzie pracujesz, odpowiedzą w Palantir Technologies, Valar Ventures, albo Arda Capital. Gdy nie kojarzysz nazw, pokaż znajomym od Tolkiena, a potem patrz, jak orbitują. To, że Thiel nadał firmom takie nazwy sugeruje, że może mieć za cel coś więcej, niż tylko kolejne miliardy dolarów. 

Miliardy dolarów brzmią złowrogo. Niedawno w celi umarł Jeff Epstein, nie tylko miliarder, ale i krzywdziciel dzieci, niewykluczone, że umarł, by nie wyszło na jaw, kto razem z nim się pławił w obrzydliwościach. Thiel to inny gatunek bogatego człowieka. Czy bogaty może być zbawiony? O to pytał Pana Jezusa jeden z pierwszych teologów, Klemens, w bogatej wówczas Aleksandrii i patrząc na działalność Thiela, pokiwałby z uznaniem głową. Thiel widzi w pieniądzach środek do celu, a nie cel, nie boga, lecz drogę służby Bogu. To, co nie spodobałoby się św. Klemensowi, ani papieżowi, to fakt, że Thiel ma męża i popiera małżeństwa homoseksualne. Nie jest to jedyna różnica między nim, a Kościołem Katolickim; obecnie dużo mówi się o LGBT, mało o innych rzeczach, jak antykoncepcja czy nauczanie Kościoła na temat społeczeństwa. Mimo to, katolikom Thiel sporo zawdzięcza, zwłaszcza, wiarę w Zmartwychwstanie. 

To nie jest tak, że większość miliarderów to chrześcijanie, zwłaszcza wśród ludzi pokroju Thiela, pasterzy startupów z krzemowych dolin, ogrodników przycinających globalne rynki, rybaków, co im sieci pękają od złotych rybek. Nie przesadzam! Thiel założył Paypala, jako pierwszy poznał się na Facebooku,  Elon Musk i Mark Zuckenberg to jego koledzy. Nie chcę ich stawiać na piedestale, tylko zauważyć, że poglądy Thiela i jego wiara są zaskakujące, a podwalinę pod nie położył równie niebanalny katolik. 

Gdy Peter Thiel wchodził na wykład francuskiego intelektualisty na Stanford, w głowie miał nieźle poukładany światopogląd, a w sercu nieźle rozedrganą wiarę. Zwykła rzecz na studiach, tylko umysł niezwykły. Jednak, gdy wychodził wykładu, czuł, że wszystko można połączyć. Że może być chrześcijaninem, że ma to oparcie w rozumie i że nie musi być taki, jak jego rodzice, tradycyjni ewangelicy. Taka zmiana po jednym wykładzie? Jasne, o ile wykładowcą był Rene Girard. 

Girard był tym, który zwrócił moją uwagę na Thiela, inaczej nie czytałbym o nim ani nie pisał. Ale to nasz punkt wspólny, mój, wikarego znad Bystrzycy i Thiela, finansowego wizjonera. Girard dziś już nie jest dla mnie tak ważny, jak kilka lat temu, ale nadal istnieje ryzyko, że mógłbym pisać bez końca o jego koncepcji. Zacisnę jednak zęby i powiem w kilku zdaniach. Girard uważa, że ludzie się naśladują, więcej, cały czas szukają, kogo by naśladować, co jest zbawienne, gdy jesteś dzieckiem i patrzysz na usta mamy, a rodzi gehennę, gdy jesteś dorosły i patrzysz na auto sąsiada. Ludzie, powiada Girard, potrzebują naśladować Chrystusa, aby nie pożądać tego, co ma bliźni. Jak to wychodzi, wszyscy wiemy, stąd też wojny i kłótnie, no i kozły ofiarne, czyli ofiary niewinne, jak sam Pan Jezus, którego ludzie skazali z wymyślonych przyczyn, i ta fałszywa jedność, jaką rodzi wspólny wróg. Dzieje ludzkości oraz Biblia nie tyle, że są pełne przykładów na to, one są z nich zbudowane. Girard nie ukrywa, że znalazł Klucz. 

Teoria Girarda może nie być Kluczem do wszystkiego, ale nie dziwię się, że fascynuje Thiela. Musi mu się podobać maksymalizm Girarda w spojrzeniu na chrześcijaństwo. Autor „Kozła Ofiarnego” nie żebrze u współczesności o mały kącik dla świętych obrazków, raczej w stylu proroka przepowiada zagładę tym, którzy nie uwierzą w Królestwo Chrystusa. Girard bowiem uważa, że dzieje ludzi rozwijają się od A, gdy Pan kreślił sklepienie, do Z ostatecznej błyskawicy Jego Objawienia. Idzie też w uznaniu wyjątkowości Kościoła nawet dalej, niż sam Kościół. Jak to możliwe? Kościelni teolodzy generalnie uważają, że różnica między chrześcijaństwem a innymi religiami jest w tym, co wewnętrzne, w łasce. Bez łaski Bożej chrześcijaństwo jest jedną z wielu religii. Koncepcja girardiańska mówi zaś, że wszystko w chrześcijaństwie jest wyjątkowe, a tam, gdzie wydaje się najpodobniejsze do innych religii, tam właśnie najbardziej się różni. Przykład? Biblia. Język mitów, mityczne obrazy, legendy, podania, przysłowia, hymny takie mniej więcej, jak wszędzie, a jednak! A jednak mity, powie Girard, ukrywają to, co Biblia objawia, nie tylko, że prawdę o Bogu, ale prawdę o człowieku, prawdę niemal, że dotykalną. 

Dotykalność chrześcijaństwa, jak je odczytywał Girard, może najoryginalniejszy katolik XX wieku, fascynuje Thiela. Napędza jego pracę i wizje. Nie chcę robić z miliardera świętego, z mnóstwem jego poglądów się nie zgadzam, myślę jedynie, że, na przykład, jego spojrzenie na Dekalog jest inspirujące. Przykazanie pierwsze kieruje Cię ku Bogu. Jego trzeba czcić, nie ludzi. Kto się zatraca w rywalizacji i w próbach zrozumienia swoich bliźnich, traci szansę na odkrycie czegoś nowego. Bóg jako cel oznacza rozwój, ludzie jako cele, albo bycie „jak ktoś” jako cel oznacza stagnację, walkę, rozbicie. Nie rozglądaj się, radzi Thiel na koniec pewnego wywiadu, lecz patrz w Górę! Thiel, jak przystało na czytelnika Rene Girarda, podkreśla pierwsze o ostatnie z przykazań. Nie pożądaj tego, co mają inni, bo nic dobrego nie przychodzi z rywalizacji. Innymi słowy, nie szukaj odpowiedzi u innych, lecz naśladuj Jezusa, pożądaj tego, co On. 

Czego pożąda Thiel na wzór Pana Jezusa? Na przykład zwycięstwa nad śmiercią. Stąd kładzie duże pieniądze na projekty obliczone na przedłużenie życia człowieka, czy nawet na zatrzymanie starzenia i umierania z naturalnych przyczyn. To, co każe mu ścigać takie cele, to nadzieja. Bez niej ludzie ryzykują pesymizm, rozpacz i niechęć do pracy. Nadzieja zaś, czyli przekonanie, że przyszłość będzie dobra, lepsza niż sobie wyobrażamy i że możemy pracować ja to dobro, na tę lepszość, to serce chrześcijaństwa. Kto wie, może Thiel odnalazłby swoje poglądy w słynnej encyklice Benedykta? Tak czy inaczej, ciekawe jest, że jest człowiek, który inwestuje wielkie kwoty w startupy gdyż wierzy, że w ten sposób przyśpiesza Apokalipsę i Boże Rządy. 

Thiel pojmuje Boże dzieło niekiedy bardzo niebanalnie, jak w przypadku konspiracji obliczonej na obalenie  magnata medialnego. Pomsta, jaką wymierzył w imieniu swoim i innych ofiar niedyskrecji i pomówień, obliczona była na dziesięć lat i w pełni się udała. Z ciekawostek, jest jednym z niewielu amerykańskich bogaczy, którzy wspierają Trumpa i walczą z kulturą politycznej poprawności. Cała ta postać jest ciekawa, dlatego dobrze, że sam nas przestrzega, by to Pana Jezusa, a nie jego, naśladować. 

6 thoughts on “Zainwestuj w Apokalipsę!

  1. Skoro został poruszony temat LGBT choć oczywiście nie jest tu wiodącym elementem to jestem ciekaw Twoich spostrzeżeń nt. wydarzeń w Płocku w kontekście obecności i okrzykow dzieci. Jeśli nie poruszysz tej kwestii to rozumiem.

    PS. Poszukam jeszcze informacji o osobach wymienionych w tej notatce, wydają się ciekawe

    1. Chyba powinienem coś napisać, rzeczywiście. Widziałeś, jak to wygląda, zwłaszcza z dziećmi:( Albo atak na koguta. Niestety, wielu katolików usilnie i z entuzjazmem pracuje na rzecz szybkiej sekularyzacji i rewolucji obyczajowej. Powinno się zadać pytanie, jaki mamy cel i jakimi środkami chcemy go osiągnąć, etc. Ale w reakcji na parady chodzi tylko o emocje i ludzie wykorzystują LGBT do manifestowania swojej wiary w opozycji, prawdopodobnie dlatego, że czują się ze swoją wiarą zagubieni. Jest jeszcze masa ludzi z USA i innych krajów, którzy podjudzają i mówią, że jeśli nie wyjdziecie na ulicę, u was będzie tak samo. U nas będzie gorzej, jeśli chodzi o ostateczny los KK, ale kto by chciał słuchać takich prognoz? Dlatego siedzę cicho. Ale może coś skrobnę, np. o filozofii walki bez przemocy. Co do Thiela, to słucham teraz książki o tej konspiracji, powalająca 🙂 ale chyba u nas nie wyszła, niestety.

      1. Prognoza, o której wspominasz jest trafna. Nawet kolega mój wspominał o niej dzisiaj. Ale to temat na prywatną korespondencję byś nie dostał zaraz kary porządkowej typu uciszenie.
        Spróbowałem wysłać wiadomość poprzez kontakt z drugiego Twojego bloga i ciekaw jestem czy do Ciebie trafia taka korespondencja.

        1. Tak, tak, miałem właśnie odpisać, pierwszą jakoś przegapiłem, przepraszam. Co do uciszeń, to spokojnie, nie obawiam się i możemy rozmawiać.

          1. Nie ma za co przepraszać, czekam cierpliwie na odpowiedź 🙂 Czasem i grono wykluczonych może być bardziej zacne niźli to, które siedzi cicho.

  2. Ludzie zloci, jaki jezyk!!!
    Potoczysty, wciagajacy czytelnika jakby na dno, ktore okazuje sie byc jednak jeszcze glebiej… Bede zagladac tu czesciej :):):)

    Dziekuje za wpis o plebanijnych sznurach (na deon.pl), dzieki ktoremu trafilam na ten blog. Jestem przekonana o istnieniu sporej ilosci takich ponurych i wysysajacych zycie z kaplana, niestety, miejsc na mapie Polski.
    Pozdrawiam w Chrystusie Panu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.