felietony

Moje myślenie o prałacie Henryku Jankowskim

Ukazała się książka „Uzurpator”, o prałacie Henryku Jankowskim, zrobiła na mnie wielkie wrażenie i stąd ten tekst, w którym pokażę, jak zmieniało się moje myślenie o jednym z najsłynniejszych polskich księży. Podejrzewam, że pierwsze spotkanie z prałatem Jankowskim było w jakiejś gazecie, w latach dziewięćdziesiątych, zobaczyłem niebanalnie ubranego księdza w złocie i orderach, pewnie zapytałem kogoś z dorosłych, kto to jest? Mogłem usłyszeć coś o jego roli w Solidarności, że już na ładnych parę lat przed moim urodzeniem prałat pomagał ludziom walczącym o wolność.

Mogło być też tak, że ktoś z rodziny opowiedział mi o księdzu Popiełuszce, a ja zapytałem po dziecięcemu, czy było więcej takich odważnych księży i wtedy mogło paść nazwisko Jankowskiego, choć być w głosie mamy lub taty zabrzmiało wtedy pewne zastrzeżenie, bo jak mogło nie być zastrzeżenia, skoro prałat obnosił się ze swoim bogactwem. 

Jednak to, że lubił paradne stroje i kosztowne meble, a nawet drogie auta, raczej mnie nie zrażało do tej postaci. Myślałem sobie, że może to świadczyć o oryginalności, o charakterze, o szacunku do siebie nawet i do innych, specyficznie pojętym, ale jednak. Z tego, co przeczytałem w Uzurpatorze, Jankowski często sam tak to tłumaczył.

Można nawet było przypuszczać, że cała jego bufonada była reakcją na komunizm, na PRL z jego krajobrazami jak po odbytej wojnie atomowej. Miałem kilka lat, jeździłem po Polsce z ojcem, który rozwoził oranżadę i z wysokiej kabiny Magirusa, i zastanawiałem się, czemu tyle budynków, tyle ulic, tyle miasteczek wygląda tak szaro i brzydko. Stąd złote pierścienie prałata raczej intrygowały, niż odpychały. Byłem przekonany, że wolno się różnić i że nic złego w tym, że ktoś jest bogaty, choćby ksiądz.

Jednak im starszy byłem, tym bardziej myślałem, że byłoby lepiej, gdyby prałat znormalniał. W końcu był bohaterem! Gdy atakował z ambony, kogo chciał, zwłaszcza Zachód i Żydów, nie zagłębiałem się w jego wypowiedzi, ale uważałem, że mogą być zinterpretowane w dający się obronić sposób. To w końcu heros Solidarności, a w dodatku medialne manipulacje to nie wymysł, a Polsce i Kościołowi nie wszyscy dobrze życzą. Mamy wrogów, a komuna często tylko się przepoczwarzyła, prawda?

Dziś myślę, że łączenie nazwiska Jankowskiego ze spiskiem przeciw ojczyźnie i Bogu jest uprawnione, choć w inny sposób. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Nie to, bym się bardzo interesował Jankowskim, gdy byłem w seminarium, bardziej pociągali Wyszyński czy Popiełuszko, czy Wojtyła, ale pamiętam jedno zdarzenie. Znalazłem gdzieś płytę z prałatem trzymającym pistolet na okładce. Kościół walczący, ecclesia militans! Nie powiem, uznałem prowokację za smaczną. Na forum katolickim ludzie pisali to, co już wiedziałem i jeszcze dodawali, wszystko na nutę usprawiedliwienia, że ten ksiądz jest niebanalny i odważny.

Potem zacząłem sam pracować jako wikariusz i gdy wówczas gdzieś usłyszałem o Jankowskim, pomyślałem, że mógł być trudny dla pracowników. Ego miał w końcu tak wielkie, że aż mu na butelki wina wyłaziło. Tak, wino swoje miał, potem wodę sodową. Poza tym raziły mnie te rauty z bogaczami i politykami, imprezy, gdzie bawił się pod muchą. Gdy w końcu przeczytałem kilka lat temu o tym, że donosił komunistycznej bezpiece jako „Delegat”, nie byłem zdziwiony. Nie on pierwszy prowadził życie aż tak podwójne.

Nie zdziwienie też, lecz smutek czułem, gdy zaczęto mówić o molestowaniu dzieci. Wiedziałem już wtedy, że takie rzeczy są możliwe. Wiedziałem, że wielu ludzi od razu mówi o niewiarygodności świadectw ofiar, o nagonce na Kościół, o wiadomych ośrodkach tylko dlatego, że nie chce poznać prawdy. To całe podejście, niepodrabialne i zawierające się w zdaniu „nie trzeba głośno mówić”.

Byłem świadkiem, jak księża dyskutowali o Henryku. Jeden wymieniał opracowania historyków, zresztą katolików i przeciwników komunizmu, którzy wykazywali, że Jankowski był zarejestrowany jako „Delegat”. Na to drugi z oburzeniem powiedział, że prałat był dobry, bo zawsze było u niego przy stole miejsce dla księdza i on z tej gościny także skorzystał, i nie da źle mówić o Jankowskim. Pewnie taką pseudopolemikę ma na myśli Franciszek, gdy mówi o klerykalizmie.

Jakbym chciał mieć nadzieję, że sprawa jest przesadzona, czy wyssana z palca, że bufonada i gadanie głupot to wszystko w przypadku prałata, albo że to ledwie przykry akcent w pięknej postawie charytatywnej i patriotycznej. Nadziei na to jednak nie ma, gdy już się pozna, jak to wyglądało na jego plebanii, trudno się oszukiwać. Te głośne kazania, pomoc materialna, jeśli czymkolwiek, były w pierwszej mierze zasłoną dymną.

Trudno polemizować z nagromadzonymi przez Piotra Głuchowskiego i Bożenę Aksamit faktami, jest to wręcz niemożliwe, książka „Uzurpator” jest napisana odpowiedzialnie i nie znalazłem w niej ataku na Kościół, a jedynie opis ludzi, którzy zawiedli zaufanie.

Choć obrońcy prałata nie składają oręża, coraz częściej także w ich wypowiedziach przewija się wątek nie tyle zaprzeczania zbrodniom prałata, ale ich umniejszania, podkreślania zasług, plecenia trzy po trzy w rodzaju o zmarłym się źle nie mówi, albo było to dawno. Takie rzeczy się nie przedawniają, jak i świadomość tego, że całe jego otoczenie przywalało na zło. Albo udawało, że nie widzi, albo nie chciało widzieć, dużo mówi o naszym społeczeństwie i nie jest to wiedza miła.

Bynajmniej nie sami ludzie Kościoła, lecz politycy, związkowcy, urzędnicy, funkcjonariusze, a także ludzie rozrywki, artyści, jak się dowiadujemy z kolejnych reportaży. Wielu miało w Polsce dzieci za nic i przyzwalało na obrzydliwe tortury i łamanie życia. „Delegat” niestety nie był sam.

Dlatego cieszę się, że przeczytałem tę książkę. Jest okrutna, ale prawdziwa, odziera ze złudzeń, ale to potrzebne odzieranie.

Książki „Uzurpator” nie warto jednak przeczytać w pierwszym rzędzie dlatego, że mówi gorzką prawdę. Warto ją przeczytać przede wszystkim dlatego, że na koniec jasno świeci w niej gwiazda księdza Kaczkowskiego i daje nadzieję. Dobry ksiądz Jan zdążył przed śmiercią coś odkryć i coś połatać, warto samemu sprawdzić, co takiego, łzy gwarantowane.

Nie zbrodnie prałata, nie jego rozpusta, nie rozrzutność, nie malwersacje i nie głupstwa, które gadał,  ale to człowieczeństwo Kaczkowskiego, jego świętość. To, oraz odwaga ludzi, którzy wreszcie, jak Pan Bóg przykazał, zaczynają mówić prawdę. 

11 Replies to “Moje myślenie o prałacie Henryku Jankowskim”

  1. Ja z kolei jakoś nigdy nie miałam zaufania do ks.Jankowskiego.Ks.Kaczkowskiemu ufam do dziś,kiedy czytam jego książki,wywiady.Jest prawdziwy,nie odgrywa żadnej roli. W zeszłym roku odwiedziłam hospicjum w Pucku.Kapłan ma ogromną siłę rażenia.Ks.Jan powalił mnie siłą charakteru i wrażliwością

    1. Tak, to inne formaty. W tekście chciałem pokazać, jaki kredyt zaufania jednak był dla księży, a został roztrwoniony w taki sposób, jak to pokazuje „Uzurpator”.

  2. Czy nosimy brzemiona drugich ludzi tak jak Jezus na drodze krzyżowej?
    W dzień Matki Bożej Królowej Świata zadaję sobie to pytanie w nadziei, że zachęta do pokuty może wypływać z powyższego artykułu, chociaż nie została w nim jasno sformułowana. Zachęta do podjęcia osobistej pokuty z miłości do KK. Tak, będzie to właściwa, lecznicza terapia. Panie Jezu Chryste, miłosierdzia!

  3. Księże Piotrze, niech się ksiądz tą książką nie przejmuje. Nie wierzę, by para dziennikarzy „Gazety Wyborczej” (ona ateistka), bardzo zaangażowanych politpoprawnie, napisała obiektywną książkę o ks. Jankowskim. To tak, jakby książkę o ks. Popiełuszce napisał Jerzy Urban albo redaktor Trybuny Ludu.

    1. Nie zgadzam się. Ani z nich Urban, ani z prałata ks. Jerzy. Kiedyś tak myślałem, jak to Pan przedstawił, ale świat nie jest aż tak czarno-biały.

      1. Proszę zwrócić uwagę, że użyłem tylko porównania („jakby”). Oczywiście, że ks. prałatowi bardzo daleko do ks. Jerzego, a autorzy nie są aż tak perfidni jak Urban. Ale wywodzą się ze środowiska, które już jasno pokazało, że nie jest obiektywne w przedstawianiu historii ludzi, a nawet na tą obiektywność się nie wysila. Historię życia ks. Jankowskiego powinni opracować obiektywni historycy, a nie ludzie zanurzeni w propagandzie.
        Dla mnie ks. Jankowski też pozostanie osobą zbyt zapatrzoną w dobra materialne, luksusy, kolejne honory. Ale nie zgadzam się na pisanie, którego jedynym celem jest deprecjacja osoby na fali hejtu i rozpalanych emocji. Do tego mam wstręt. Bo to są metody Urbana. Pamiętam jego konferencje prasowe.
        Dla obu tych dziennikarzy proponuję temat: „Stefan Michnik – tajny informator SB (ps. Kazimierczak), zbrodniarz stalinowski i jego ofiary”, a zobaczymy czy chodzi im o prawdę i czy potrafią być obiektywni.
        PS. założę się, że tego tematu nie ruszą.

        1. Dziękuję za odpowiedź. To nie jest tak, że to pierwsza książka, jaką w życiu przeczytałem i że nie wiem, że ludzie mają swoje idee, ideologie, środowiska. Dlatego zaskoczyło mnie przy tej lekturze to, jaki cytat z Adama Michnika dali, na przykład. Ogólnie szeroko pojęta lewa strona zdaje mi się, że dostaje w tej książce, co jej się należy. Nie da się też powiedzieć, by „Uzurpator” był antykatolicki, przeciwnie wręcz, jeśli wziąć pod uwagę, jak wzmiankują innych kapłanów, ks. Jerzego na przykład czy ks. Jana Kaczkowskiego.

          Gazeta i jej środowisko to nie jest moja bajka, ale właśnie ludzie stamtąd napiszą o tym, czego „nasi” nie ruszą. Tak działa świat. A też w książce Głuchowski i Aksamit cytują chętnie historyków z prawej strony, którzy badali życie i obyczaje prałata. Zresztą, nie tylko o nim jest ta książka, ale o tym bagnie moralnym, które spowodowało, że, jak wspomniałeś, nie rozliczono stalinowskich zbrodniarzy. Pozdrawiam!

  4. Zgadzam się totalnie. Po tej książce prócz oczywiście zuchwałej w dobrym tego słowa znaczeniu świadczenia prawdy i tylko prawdy o jednostce, przechodzimy do refleksji nad zbiorowością i mitem kościoła oraz jego idealizowaniem poprzez narodową mentalność. Co pozwoliło niestety na takie skrzywienia moralne, tam gdzie o moralności mówi się najwięcej, względem innych niestety, nie wobec siebie. Im więcej takich demaskujących utworów, tym lepiej.

    1. Zgoda. Dodam natomiast, że Kościół Kościołem, ale w „Uzurpatorze” jest też o całym społeczeństwie i to widzę jako mocny punkt tej książki.

  5. plotki ploteczki i wszystko co już zostało napisane parę rozmów zamieszać i wydrukować teza we wstępie i ponad 600 stron stwarzania wrażenia faktów świadków a faktów świadków dowodów i dokumentów brak z tymi samymi emocjami i zaślepieniem budujemy mity i je obalamy a ks. Prałata w tej książce ciut ciut
    R.I.P Przyjacielu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.