harce

Przypowieść o Alfie i Omedze

Trzech żuło chleb u wejścia do jaskini. Starzec wziął trochę soli z palmowego liścia i zachęcił ruchem dwu pozostałych. Wzięli, choć mieli usta pełne soli z ich własnego potu. Umordowała ich bowiem ta góra, odwykli od niej lata temu, a lektyki musieli zostawić u jej stóp. Nie wypadało inaczej, niż boso wspinać się na świętą górę, na której ich Mistrz wzniósł kolumny podtrzymujące niebo i ziemię.Pierwszą kolumną była modlitwa starca, drugą jego wstrzemięźliwość, a trzecią mądrość. Z uwagi na mądrość właśnie wielcy pasterze, a wczoraj jego najlepsi uczniowie, Maksymilian i Symplicy przynieśli przed Starca swój spór. 

Każdy z nich opuszczając swój pałac ogłosił zebranym prezbiterom i diakonom, że mądrość starca Makarego rozstrzygnie rzecz na ich korzyść. 

Jaskinia starca  była odludna, a przecież następnego dnia cała Aleksandria wiedziała o rozstrzygnięciu sporu.  Gadano na targach i w klasztorach, na nadbrzeżach i na rogatkach, w bazylikach i ww lupanarach, w koszarach i więzieniach, na placach i w ogrodach.

Każda z powtarzanych opowieści zaczynała się tak samo.

Symplicy i Maksymilian pod grozą klątwy zabraniają każdy swemu orszakowi zbliżać się do jaskini, a oba orszaki na kolanach przysięgają to na grób Marka Apostoła. 

Przyjąć wobec tego należy, że rzecz powtórzył jakiś niezwiązany tą przysięgą anioł, bo niewidzialne duchy są świadkami ludzkich czynów.

Poniżej to, co powtarzały o tym spotkaniu najbardziej wiarygodne osoby. 

Po soli i chlebie starzec uściskał swych synów, ściągnął im korony, poczochrał nieco, jak za dawnych lat, obejrzał sobie ich krzyże, zagwizdał nad szmaragdem, pokiwał głową nad rubinem, bo każdy miał w pośrodku osadzony drogi kamień, a potem pokornie klęknął, prosząc o błogosławieństwo. Oni zaś, równie jak on pokorni, pobłogosławili go na kolanach. 

Potem usiedli. Spór był o to, kto Jest pierwszy, a kto ostatni? Co to znaczy, mistrzu Makary, że pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi?

Maksymilian mówił, ze pierwsi są filozofowie, co chichoczą z jego kazań, ale w ów dzień, ach, będą ostatnimi!

Symplicy temu przeczył. Ojcze, czy właśnie uczciwy poganin nie wyprzedzi do nieba furiackiego osła na ambonie?

Maksymilian podkreślał, że pierwsi będą ci, którzy, dla swej pobożności zdają się ostatnimi.

Symplicy podkreślał, od stu odśpiewanych a czczo psalmów więcej zaważy okruch dobroci. 

Maksymilian wyganiał przekupniów ze świątyni, Symplicy uprzejmie prosił o wyniesienie klatek z gołębiami. 

Symplicy mówił, że Szabat dla Człowieka, Maks, jak go za dawnych lat wołał Starzec, przytakiwał, ale dodawał ale, że jedno i drugie dla Pana Boga jednak! 

Symplicy mowił: komu się zdaje, że stoi!

Maksymilian mówił: głupi ptak co w gniazdo robi!

Symplicy stawiał na prostytutki, Maksymilian stawiał na mnichów. Starzec miał ochotę zrobić tu żart ze swego powołania, o, raz się zgadzacie, święci biskupi, ale poniechał, bo nie słuchali. Czekał więc, aż swoją dyskusją podzielą całe Pismo Święte równo po połowie. 

Już raz tak podzielili, wiele lat temu, gdy byli chłopcami, a on ich na naukę przyjął. Z tą różnicą, że to Symplicy wtedy pilnował, by Pan Bóg nie przesadził z miłosierdziem, a Maksymilian odwrotnie niż dziś, by nie nadużył Swej sprawiedliwości. Jedyne, co było niezmienne, to ich upór. Starzec westchnął, bo zrozumiał, że jeśli dobra śmierć nie przeszkodzi, za kilka dekad znów niepostrzeżenie zamienią się stronami I przyjdą doń narzekać.

Czasem mam wrażenie, że jesteście Polakami. Biskupi tylko popatrzyli po sobie bo wtedy jeszcze Pan Bóg nie objawił Polski światu i nie mogli wiedzieć, o co chodzi.

Starzec nic już nie dodał, zgonił tylko z kolan kotkę o oczach jak Nil zielonych, napluł na matę i długo mieszał palcem błoto. 

Potem namazał coś obu biskupom na czołach

Mistrzu, odezwali się naraz, czemu namalowałeś na czole tego głupca świętą literę Alfa? A, nie zaraz, czy to może Omega?

Mistrz celowo poprowadził brudny kciuk tak, by nikt nie miał pewności, czy to pierwsza, czy ostatnia litera. 

Stąd Cała aleksandria miała śmiechu co niemiara. Mówiono, że słusznie zwie się Makarym, czyli szczęśliwym, ten, co swym śmiechem strąca z tronu! Bo to była ta czwarta kolumna, to Starca słynne poczucie humoru. Nawet prości ludzie, którzy nie umieli wytłumaczyć czynu Makarego, przecież czuli, że zrobił, co było trzeba.

Tylko Symplicy i Maksymilian nie mieli podejrzeń. Tylko każdy w swym pałacu szybko zmył znak, by w niczym nie przypominać tego drugiego głupca.

2 Replies to “Przypowieść o Alfie i Omedze”

  1. Coś nikt nie komentuje.Jakoś tak „odświętnie” Ksiądz napisał.No i parabolicznie.Zapominam często,że śmiech ocala.Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.