rozważania

Katolicki cmentarz dla zwierzaków?

Wyobraź sobie, że musisz zamieszkać na cmentarzu za życia. Trudne? Straszne? Może straszne, ale trudne tylko do momentu, gdy przypomnisz sobie, że już tam mieszkasz od urodzenia i nie jest tak źle.

Ziemia. Błękitna i zielona planeta, Ogród Eden w mroźnym kosmosie. Znamy kilka tysięcy innych planet, a tych, co nie znamy jest miliard razy więcej, ale żadnej takiej, na której na pewno coś się rodzi i umiera. Za Ziemi jest życie, a skoro życie, to i śmierć. Kołyska to nasza i kosmiczna trumienka od trzech miliardów lat dla niezliczonych istnień.

Jednym z najdziwniejszych istnień na Ziemi jest chrześcijanin. On powie o tym, że co ranek budzi się w największym cmentarzysku wszechświata z szerokim uśmiechem. Zapytany, dlaczego, powie coś o Wielkanocy.

Ale i chrześcijanom czasem nie jest z tym lekko, bo śmierć na Ziemi spotykamy na każdym kroku. Nie czujemy tego, ale komórki nam giną codziennie, czasem może przejdzie to przez myśl, gdy na grzebieniu zostanie za dużo włosów. Śmierć spotykamy na chodnikach, bo pisklak wypadł i na talerzach, bo upiekł się kurczaczek. Śmierć czasem nas osobiście dotyka, a czasem pozwalamy sobie na luksus obejścia jej szerokim łukiem.

Cykl wpisów o cmentarzach warto zacząć od tego faktu, że śmierć jest wmieszana nawet w chleb, bo żeby go upiec, trzeba było zemleć ziarno. Bóg, gdy przyszedł na świat, powiedział, że jest sam jak takie ziarno. Jego też śmierć nie minęła.

Do tej pory w teologii i filozofii częściej podkreślano, że nikt w całym kosmosie nie umiera tak, jak człowiek. Jest w tym prawda, chce się powiedzieć, zbyt wiele prawdy, jeśli wziąć pod uwagę, ile kryje się za nią ludzkiego cierpienia.

Jednak czasem teolog czy filozof zachowywał się tak, jakby nie widział, jak na śmierć reaguje pies czy kot, nie mówiąc o słoniach, krukach czy małpach. Czasem kwitowali tylko, że to, co wygląda u zwierząt na żałobę i opłakiwanie zmarłych, to tylko pozory, a te stworzenia Boże są tak naprawdę niczym proste maszyny, są śmierci nieświadome i na nią nieczułe.

Z drugiej strony pojawiały się pytania, czy psy idą do nieba? Dzieci przychodzą do zakonnika i pytają, czy do nieba pójdzie kotek, który towarzyszył im w przedszkolu, a teraz zamknął oczy i się nie rusza, nawet nie oddycha. Ojciec z pogodnym uśmiechem pyta dzieci, czy widziały, by kotek się modlił, na co dzieci, że nie, więc, tłumaczy duchowny, kotka już nie ma, bo dusze nieśmiertelne ma to, co może się modlić. Dzieci odchodzą, trawiąc odpowiedź, a duchowny otwiera brewiarz, wiecie, psalmy, te starożytne modlitwy, gdzie dzieci Boże wypisywały nieprawdopodobności, że modlą się drzewa, że stworzenie grzmi chwałą Boga, że Pan się troszczy o lwy i jeże, i że człowieka przejmuje drżenie, że jeszcze i o nim pamięta!

Nie wspomnę o księdze Jonasza, gdzie prorok ma ochotę zniszczyć miasto, a Pan przypomina mu, że jest pełne nie tylko ludzi, ale i bydlątek, no i że Mu szkoda.

Ale miłosierdzie trzeba mieć także, może przede wszystkim, dla teologów.

Także teologów domorosłych.

Na gruncie żalu po psach, chomikach i kotach zawsze rosną pytania o ich zbawienie, o to, czy mają nieśmiertelne dusze. W każdym z nas jest coś z tych dzieci, co przychodzą do zakonnika z trudnym pytaniem.

Pamiętam teologa moralistę, który na poważnie pytał nas na wykładach w seminarium, czy dopuszczamy myśl, że Bóg może chcieć zbawić delfiny, bo wiele wskazuje, że są one osobami.

Pamiętam, że machnęliśmy ręką na to, nie z nieczułości wobec delfinów, ile, że to były spekulacje.

Napisano na ten temat bardzo wiele, powiem, jaka odpowiedź mi wydaje się najpełniejsza i  katolicka, z znaczeniu, w zgodzie z Katechizmem i Biblią.

Otóż, co do losu pojedynczych stworzeń nie ma w Biblii nic wprost. W dodatku zawsze chrześcijanie utrzymywali, że jest zasadnicza różnica między roślinami, zwierzętami, a człowiekiem, tak samo zresztą, jak między człowiekiem, a aniołami. Najkrócej mówiąc, cierpienie i śmierć innych niż ludzie istot to Tajemnica. Cierpienie ludzi zresztą też…

Nie możemy zbyt wiele powiedzieć, jaka jest jej rola śmierci zwierząt w Planie Bożym. Jednak ta rola jest. Paweł pisze, że całe stworzenie aż dotąd jęczy w bólach rodzenia, oczekując objawienia się Synów Bożych. Dodajmy, w bolach umierania także, a objawienie Synów, czyli Apokalipsa, czyli Zbawienie, czyli Zmartwychwstanie Umarłych, gdy Jedyny Syn Boży wróci na Ziemię, będzie odnową Wszystkiego.

Jak pisał Jan w Apokalipsie, czekamy na Nową Ziemię i Nowe Niebo, a jego księga pełna była modlących się zwierząt i wzrastających nad strumieniami drzew.

Z jednej strony więc pokora wobec Tajemnicy, że cała Ziemia to cmentarz, z drugiej zaś tyle nadziei, ile się zmieści w sercu.

Wyszyńskiemu przyśnił się kiedyś komunista Bierut zagubiona, choć na pewno nieśmiertelna dusza, podumał nad tym snem kardynał i zapisał w więziennych notatkach, że Sąd Ostateczny będzie dla chrześcijan czasem wielkich zaskoczeń.

Niewykluczone, że jednym z nich będzie to, gdy dłoń ocierająca łzy nie zatrzyma się na ludziach.

3 Replies to “Katolicki cmentarz dla zwierzaków?”

  1. Piękny tekst, czekam na kolejne. A co Ksiądz sądzi o nazywaniu śmierci zwierząt, zwłaszcza domowych pupili, „umieraniem”? Ps. Ciekawe, że w oficjalnym jęz. pol. jest w tej kwestii wyjątek dla pszczół. Gdy słyszę o „umieraniu pszczół”, przypomina mi się uroczysty Exultet, a w nim fragm. o pochwalnym płomieniu świecy paschalnej, „owocu pracy pracowitej pszczoły”. W chrześcijaństwie od wieków rój pszczół symbolizuje Kościół, a słodycz miodu odnoszony jest do słodyczy Chrystusa i Maryi. Ciekawe, czy z tego wynika zastosowanie w jęz. pol. wyjątkowego (dla zwierząt) zwrotu „umieranie” na okr. śmierci pszczół.

    1. Dziękuję za miłe słowa! Język się zmienia i słowo „zdychać” brzmi srogo i obojętnie. Ale, ciekawe, ma etymologię bardziej duchową, niż umierać, jeszcze słychać tego ducha w zdychaniu. Co do pszczół, to może być to ślad przekonania o ich świętości wśród wszystkich ludów starej Europy. Niedawno były w Lublinie śpiewaczki z Litwy i w bazylice ojców dominikanów prezentowały pieśni poświęcone pszczołom. Była ich mnogość i były mistyczne! Być może nałożyło się to na chrześcijańską symbolikę, o jakiej piszesz. Dzisiaj w teologii można rzecz wziąć tak, że te pszczoły w Exultecie reprezentują całe stworzenie. Bo przecież nie ma ich bez kwiatów, a kwiatów bez gleby, bez bakterii, etc.

      1. Myślę, że jeśli odróżnia się śmierć człowieka i zwierzęcia, a jednocześnie nie chce urazić osoby, która opłakuje śmierć swego pupila, można powiedzieć „odszedł”, „strata” itp. Szkoda, że tak się zbrutalizowało słowo o pięknej etymologii „zdechnąć”. W moim rodzinnym domu psy były bardzo kochane i wspominane długie lata. Nie mam problemu z tym, aby powiedzieć, że nasze psiaki zdechły, ponieważ bardzo kochaliśmy je jako te istoty, którymi były i nie mam potrzeby, aby ich uczłowieczać. Ale bardzo możliwe, że to kwestia różnic językowych w poszczególnych regionach Polski. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.