felietony

Z dziejów grobu i cmentarza

Jak zrobić, by ktokolwiek przeczytał choć początek historii cmentarzy?

Pomoże stara, chrześcijańska  anegdota.

Abba Makary szedł przez pustynię i noc go zastała pomiędzy klasztorami. Żeby nie spać na chłodzie, wszedł do pogańskiego grobu, wlazł między mumię, położył się i oparł głową o jedną z nich. Diabły, które zirytowała zuchwałość mnicha, postanowiły go ukarać. U wejścia do grobowca pojawiły się jakieś istoty i wołały Nunna, Nunna, choć z nami do łaźni! Na co głos z mumii odpowiedział, nie mogę, bo leży na mnie jakiś stary mnich. Makary na to przebudził się, przesunął nieco i powiedział, jak chcesz Nunna, to idź, po czym spał dalej.

Być może abba Makary znał tę mądrość, której mnie nauczył grabarz w Puławach, że bać się trzeba żywych.

Nie od razu mamy jednak mumię, mnichów śpiących w grobach czy nadwiślańskich grabarzy. Nie od razu Rzym zbudowano i wydrapano pod nim katakumby.

Historia cmentarza zaczyna się dla ludzi niepozornie, tam, gdzie żyli. Las, sawanna, skały, piaski, jaskinia. Dziś ludzie tego szukają. Młody archeolog leciutko muska pędzelkiem ziemię, jeśli zaświeci mu tam na biało kość, to adrenalina skacze, ale jeśli obok kości okryje kwiaty, albo jeśli szkielet przy pochówku ułożono jak płód, albo jeśli włożyli narzędzia lub dzidę, to archeolog czuje się wniebowzięty. Będzie o czym pisać artykuł!

Moje dziecięce marzenie, być archeologiem, a przecież nie byłem nawet u Komunii, a w Muzeum Zamkowym w Lublinie brało mnie chłopięce oburzenie. Wykopali kogoś z grobu i położyli w gablocie, i wszyscy mogą patrzeć na jego kości. Nawet się nie zapytali!

Mimo to zachłannie pożerałem książki o tym, co w grobach wyczytali. Dary grobowe świadczą o wierze w życie po śmierci, kwiaty rzucone na ciało o wierze w kontakt ze zmarłymi, ułożenie ciała w to, że ziemię uważali za matkę.

Od siebie mogę dodać, że nad grobami sprzed setek tysięcy lat ludzie czuli też czułość i bezradność. Ja sam to czułem, ilekroć grabarz podawał mi troszkę piasku na szufelce, który rzucałem na trumnę, i mówiłem zmarłemu, że jest prochem, ale też, że się obudzi.

Ja zawsze robiłem to na cmentarzu, ale na początku tak nie było.

Ludzi chowano na przykład w pobliżu domów. Dlaczego do dziś nie podajemy ręki nad progiem? Bo poprzednie pokolenia tam właśnie, pomiędzy domem, a tym, co na zewnątrz, zagrzebywały poronione płody, ludzi rozszarpanych przez zwierzęta, albo tych, co zginęli w jakiś dziwny sposób, pomiędzy światem ludzi a światem natury. Chowali ich tam, by pilnowali domu, a nie witali się nad progiem, by nie zakłócać im snu.

Girard twierdził, że niektóre groby mają mroczniejsze korzenie. Pierwszą piramidę ludzie wznieśli rzucając kamienie na ofiarę podczas kamieniowania.

Tak, jak wcześnie ludzie grzebali zmarłych w matce ziemi, tak wcześnie zaczęli ich palić. Płomień jest najwdzięczniejszym symbolem życia.

Palili i grzebali przy domach i przy lesie nasi przodkowie, gdy przyjęli pierwszych apostołów. Robili to zresztą jeszcze długo po tym, jak się Mieszko ochrzcił. Myślę, że to dobrze świadczy o wszystkich, że wiele ze starych zwyczajów przetrwało i że zrosło się to z chrześcijaństwem.

Takie symbiozy są i ludzkie i Boże.

Tak dawni poganie polscy, jak i dawni chrześcijanie, wszyscy byli dużo bliżej zmarłych, niż my własnych smartfonów.

On aż tak się nie śmieją z Makarego, śpiącego na mumiach, jak my.

Pogrzeb był długim wydarzeniem, oswojeniem się z kresem. Zmarli są dalej blisko, grzebie się ich wokół kościołów. Cały wynalazek cmentarza jako oddzielnego miejsca jest późny, przyszedł do Polski razem z numeracją domów przy ulicach, to jest, z Napoleonem.

Ale i po Napoleonie potrafiono wykopać zmarłego, co się za często w snach pokazywał i straszył, by się upewnić, że nie przemienił się w upiora.

Ponoć gdy pierwsza Polska umierała, przed samymi rozbiorami, niektórzy księżą straszyli wampirami, upiorami i zombiakami w podobnym stylu, w jakim dziś popularny na youtubie duchowny straszy opętanym kotem.

Z jednej strony wiec nie bali się zmarłych, z drugiej umierali ze strachu. No i na poważnie modlili się za dusze czyśćcowe. No i we msze za siebie inwestowali chętnie i bez wahania, by za długo dusza się nie oczyszczała.

Przyszedł moment, gdy księża, do tej pory grzebiący pod posadzką kościoła, w kryptach lub wokół świątyni, pogodzili się z tym, że ludzi za dużo i trzeba wytyczyć cmentarze.

Zachowało się kazanie takiego kapłana, pewnie starsze, niż stuletnie, jak namawia i prosi, by by ludzie krów nie paśli między grobami. By się na ogrodzenie zrzucili. Widzę go, jak wyłazi na niską ambonę w swoim kościółku drewnianym i próbuje wstrząsnąć słuchaczami. Opisuje, jak na Sąd zmartwychwstaną po całym świecie (wymienia kilka okolicznych wiosek, starczy za świat), no i z jego parafii też zmartwychwstaną, tylko, jako jedyni, będą łatwo odróżnialni po tym, co krowy między grobami zostawiły.

Rozumiem strapienie tego proboszcza, ale i bezwład jego parafian też pojmuję. Nie ma bowiem sensu dumać nad ich pogrzebami, grobami i cmentarzami, jeśli nie pojmiemy różnicy między ich, a naszą śmiercią.

Największej różnicy, którą mamy za oczywistość, a której wszystkie poprzednie pokolenia, aż do Adama, mają prawo nam zazdrościć i o niej właśnie będzie w następnym wpisie.

5 Replies to “Z dziejów grobu i cmentarza”

  1. Przeczytałem, nawet do końca. Bardzo ciekawe, choć teza o pierwszej piramidzie mocno… poetycka. Ale zupełnie nie szkodzi.

  2. Przypomniał mi Ksiądz anegdotę o treści podobnej do nauki mądrego grabarza z Puław: Idzie mężczyzna późną porą przez cmentarz. Spotyka kobietę. Pyta: „Nie boi się pani chodzić wieczorem sama po cmentarzu?” „Jak, żyłam, to się bałam” 🙂

  3. Bardzo ciekawe jest pochodzenie zwyczaju nie podawania ręki nad progiem. Do tej pory traktowałam go jako czysty przesąd. Teraz, znając proweniencję, nie tylko wspominam tych pochowanych gdzieś pod progami, ale też mam sentyment do domowników, pielęgnujących pamięć o swoich zmarłych. Wierzono, że osoby zmarłe w tragicznych lub dziwnych okolicznościach mają większą moc opiekuńczą czy też chowano w blikości, aby dusze dzieci nieochrzczonych, którym kiedyś nie dawano nadziei zmartwychwstania, nie błąkały sie za daleko?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.