felietony

Filozofia Prezesa

Będzie o filozofii Jarosława Kaczyńskiego. Jak mogę, jako ksiądz i teolog, mówić o polityku? Wyjaśnię za moment. Najpierw przenieśmy się w czasie. Spokojnie, wyrobię się w limicie znaków, to tylko dziesięć lat.Taki widok, kilku kleryków nachyla się nad komórką, co chwila wybuchają śmiechem. Codziennie na przerwach w lubelskim seminarium, od kiedy pozwolono mieć telefony i miał miejsce cud nagłej materializacji stu dwudziestu komórek.

Odtąd, prócz najlepszych specjalistów, formowały nas także internety.

Dzięki internetom mogliśmy posłuchać zdania innego, niż tych naszych najlepszych specjalistów. Na przykład, każdy kleryk mógł odsłuchać przed Dniem Judaizmu homilię księdza Chrostowskiego do kapelanów wojskowych o urokach dialogu, co nieźle ubogaciło, jak pamiętam, nasze świętowanie.

Ale zostawmy te niszowe sprawy, swego czasu niosące mi łzy mieszane ze śmiechem.

Gdzie ta filozofia? Otóż wtedy właśnie, nachylając się nad telefonem kolegi, pierwszy raz spotkałem się główną myślą filozoficzną Kaczyńskiego.

Myśl wyraził starszy pan w słynnym filmiku, chyba number one z kleryckiej listy.

Filmik: chłopcy z jakiejś nieprzychylnej księżom witryny robią sondę, pytają o finanse Kościoła, podstawiają mikrofon starszemu panu. Żle trafili. Dziadek twardo popiera Kościół. Wymienia pożytki z wiary, zwraca uwagę na wady Zachodu. Mówi prosto, dosadnie, przeuroczo.

Główna myśl: w tym kraju, panie, jest taki wybór, albo wódka, albo Bóg.

Jest też przy dziadek nieźle wulgarny, ale o to mniejsza. Powiedział ważną rzecz. W Polsce albo wódka, albo Bóg. Albo rozpacz, albo wiara. Albo wszystko, albo nic.

Słyszałem tego dziadka, gdy prezes Prawa i Sprawiedliwości mówił wczoraj, że poza Kościołem w Polsce jest tylko nihilizm.

Nazwałem to jego główną myślą filozoficzną, gdyż zapisał ją w programie swej partii i tam ją już dawno czytałem, a teraz znów jest o niej głośno. Jak widać, temat interesujący dla teologa.

Nie wypowiadam się więc o polityce, a o przesłaniu konkretnego zdania. Dlaczego tego? Bo mnie frapuje. W zimnej wojnie domowej nie biorę, nie od dziś, udziału.

Jeszcze raz, o co chodzi z tym nihilizmem?

Poza wiarą katolicką jest w naszym społeczeństwie, uważa prezes, jedynie postawa odrzucająca wszelkie normy i wartości; absolutny sceptycyzm. Tyle słownik o nihilizmie.

Prezes nie mówi tego w odniesieniu do świata. Chodzi o Polskę. Jak ujął to pewien zachodni podróżnik, prawdziwą religią słowiańskiego chłopa jest nihilizm i ateizm, a te cerkwie i kościoły, to tylko dla niepoznaki. Słowem, jest w naszych duszach niezła przepaść!

Nie chcę potępiać i nie wziąłem znikąd pieniędzy. Przeciwnie, jestem zaciekawiony.

Spodziewam się sporych polemik wokół tego zdania. Prezes ma prawo do swojej filozofii, ale jej teza jest Nie do utrzymania na polu teologii.

Z punktu widzenia nauki Kościoła bowiem prezes przesadził.

Jest dobro poza Kościołem! Tak mówi całe nauczanie katolickie, obojętne, czy sprzed Soboru Watykańskiego II czy sprzed Soboru Jerozolimskiego. Świat, choć zepsuty, to jednak nie do końca i nie czarnobiały.

Mimo to, niektórzy katolicy tak właśnie myślą! Wielki polityk, gdy uzasadnia swój program i dziadek na ulicy, gdy wyjaśnia swoje widzenie świata.

Dlaczego? Skąd taki paradoks, że człowiek z uznania dla Kościoła, z uznania dla Polski mówi rzeczy niezgodne z nauczaniem pierwszego i z dziejami drugiej? Co w tych słowach albo-albo jest, że są powtarzane?

Myślę, że to dlatego, że ich przesada wybujała z ziarna prawdy. To nie jest ziarno prawdy z książek, nawet bardzo uczonych, czy od teologów, nawet najlepiej uformowanych. Jest w tym prawda życia. Serca, które tak właśnie czuje. Które nie chce rozpaczy i walczy o nadzieję.

Dziadek z filmiku przedstawił bardzo konkretny paradoks tym swoim albo-albo. Znają go polskie domy! Łatwo sobie wyobrazić, że w osobistym życiu tego pana z filmiku paradoks ten rozstrzygnie, czy dożyje on nadchodzących wyborów. Prezesowi może zaś pomagać w dokonywaniu politycznych wyborów.

Zdanie to ma wyrazisty smak, zwłaszcza w wydaniu, gdzie zamiast trudnego terminu nihilizm mamy wódkę. To smak rzeczywistości, życie ludzkie bowiem jest właśnie takie, niepozbawione mroku, lęku, nałogów, śmierci.

Jednak włóżmy to zdanie w usta papieża. Chwilę po tym, jak ucałował polską ziemię. Coś zgrzyta! Jakby wyrażało ono, jakimś cudem, niechrześcijańską pochwałę chrześcijaństwa.

Jan Paweł II nie powiedziałby tak nie tylko o polskich Żydach, Tatarach, Luteranach, ale nawet o komunistach.

Ziarno prawdy wybujało w przesadę w tej filozofii.

A z drugiej strony, można mnożyć przykłady, pewnie najłatwiej z tych nieszczęsnych komunistów, gdy ludzie w nic nie wierzą, nawet w człowieka i sprzedają nawet własne deklarowane normy. To zaś jest u nas rozpowszechnione wszędzie, dosłownie wszędzie i namacalny jest ten nihilizm, aż za bardzo namacalny. Nie byłby on problemem dla Polski zresztą, gdyby nie był obecny także w Kościele.

A może po prostu jest tak, że teologia jest pogodniejsza od filozofii?

A może  tak, że im dalej człowiek odchodzi w tym polskim albo-albo od mrocznej połowy, tym wyraźniej widzi, że Bóg nie jest sam?

Że otaczają Go tu na ziemi, jeśli nie zaraz dobrzy, to przynajmniej niezupełnie zepsuci ludzie?

2 Replies to “Filozofia Prezesa”

  1. Ważne i dobre rozważanie, szczególnie w czasach gdy samodzielne myślenie nie jest popularne. Życie jest bogatsze niż proste slogany. I jeszcze – jak bardzo trudno zastosować w życiu przykazanie nie sądźcie abyście nie byli sądzeni.
    Szczęść Boże, księże Piotrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.