felietony

Biedny ksiądz czyta Olgę Tokarczuk

Ale się ucieszyłem, jak spojrzałem w telefon, by zobaczyć, jakie reklamy przyszły na maila, a tam „NOBEL DLA OLGI TOKARCZUK”, krzyczy internetowa księgarnia. Nie wierzyłem, ale sprawdziłem i się cieszę. Od razu się liście na Lipowej bardziej złote zrobiły! Dlaczego?

Cóż, chyba jestem nacjonalistą.

Jaka by ta nagroda nie była (wielu najlepszych jej nie dostało) no to jednak jest jakieś wyróżnienie i dostała je pani pisząca w moim języku.

Niech żyje Polska kochana! Niech żyje Olga Tokarczuk!

Nie wszyscy się zgadzają. Na Facebooku mignęło mi, że Szwedzi (a ich rękami międzynarodowe lewactwo) nagrodzili panią Olgę za zdradę narodową. Za plucie na Polskę. Dyskutuj z tym! Nadmienię tylko, że nie ma chyba tekstu, w której Naród Wybrany byłby oceniany tak surowo, jak u proroka Jeremiasza. A w Apokalipsie jest coś niecoś o katolikach.

Każdy ma swoje zdanie na temat tej nagrody. Ja tam cieszę się, choć wiem, że komitet noblowski nie jest nieomylny, na co my, Polacy, mamy dowód. Przegapili przecież Tadeusza Różewicza!

Powiem jeszcze, jak przeczytałem pierwszą książkę Noblistki.

Była zima, śniegi zaległy lasy wokoło Łęcznej, miasteczko paliło w ciemnościach, jak co roku, pierwszorzędnym, aromatycznym paliwem i czekało na kolędowego księdza, upychając banknoty w kopertach. Chodziłem więc Po domach. Błogosławiłem. Chorowałem trochę, a trochę miałem dość. Zastanawiałem się, co to za prawo kosmosu, które każe wykładać każde schody materiałem piekielnie śliskim na mrozie. Słowem, Kolęda, jedna dwunasta kapłańskiego roku. Żniwa, jak się śmieją czasem proboszczowie.

Ilekroć udawało mi się wrócić żywym, wpełzałem pod kołdrę i czytałem. W książce „Prowadź swój pług przez kości umarłych” spodobał mi się tytuł. Poza tym, film na jej podstawie jakoś wtedy leciał, „Pokot”. Antypolski? E tam. Nie tak, jak palenie śmieciami.

Co mi się w ksiąźce podobało? Bohaterka ma swój fach, coś co robi, coś nietypowego i jest to opisane ze szczegółami. Nie sądzę, by kogoś te opisy koniunkcji Jowisza i Marsa zachęciły do astrologii, ale na pewno były ciekawe.

Ale to niepożyteczne duchowo.

Co mnie uderzyło, gdy skończyłem prowadzić ten pług, gdy zgasiłem lampkę. Zdałem sobie sprawę, że przyłapałem autorkę na niedowiarstwie. Dobre mi się wydało to niedowiarstwo. W co?

W szczęście. W możliwość szczęścia.

Każdy sam czyta i odczytuje, ja w tamtej książce znalazłem niewiarę w to, że człowiek może być szczęśliwy na tym świecie. Taki rewers nadziei, odwrotny Dowód z kwadratury ludzkiego serca, że ono w niczym nie dozna ukojenia.

Zasypiając, pomyślałem, że świat ma kształt krzyża, który Pan Bóg do siebie przytula.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.