felietony

Tramwaj, co pojedzie i po człowieku, i po Hostii

Ojciec Kramer pisze o swoim dylemacie: czy ratować człowieka, czy Hostię? Mówi, że nie potrafiłby podjąć decyzji. Wyznanie to opatrzone jest rysunkiem, w którym tramwaj dojeżdża do zwrotnicy, na jednej linii torów leży Hostia, na drugiej związany człowiek. Dylemat ojca Kramera i ten rysunek najpierw mnie zasmucił, potem rozbawił, w końcu przypomniał rozmowę o schizmie w Kościele.

Pytam kolegę przy kawie, czy będzie schizma. Czy drogi katolików się rozejdą, z jakiegoś powodu, na przykład diakonatu kobiet, czy antykoncepcji? Kolega, gorliwy ksiądz, ale też człowiek chodzący po ziemi od razu rzucił: Najgorsze, że nie ma z kim pójść! 

To celna odpowiedź. Ze smutkiem się pod nią podpisuję. Tramwaj, zwany Kościołem, dojeżdża do zwrotnicy, mówią zwolennicy i przeciwnicy papieża Franciszka, synodu amazońskiego, i tak dalej. Co ma wspólnego z tramwajem z rozważań ojca Kramera? Oderwanie od życia. Zajmowanie się problemami zastępczymi.

To dlatego kolega powiedział, trochę żartując, że nie ma z kim pójść na schizmę. Bo jedni nie zmienią tego punktu katechizmu, drudzy zaś go zmienią, ale to, co definiuje życie szeregowego księdza, nie zmieni się na pewno. O tym dyskusji nie ma.

To tak samo, jak z przykładem tej Hostii na torach i człowieka. W eksperymencie myślowym leżą osobno, ale w rzeczywistości leżą razem. Pytanie, kogo bym ratował, człowieka czy Pana Jezusa w Eucharystii, jest teoretyczne i dosyć wygodne. Pytanie praktyczne zaś to pytanie o pateny na mszach i lawaterze przy tabernakulach. Jeśli, jak pisze ojciec Kramer, wielu księży zadaje sobie pytanie, kogo by ratowali, to powinni rzucić okiem na to, czy przy udzielaniu Komunii nie lecą im partykuły, czy po rozdaniu puryfikują palce. Wielu tak robi, ale nie widziałem, by tych, co tego nie robią, ktokolwiek poprawiał, nie mówiąc o walce o życie, jaką sugeruje Kramer.

Także problem jest, gdy jest proza życia i tylko ona, gdy nie trzeba bohaterstwa, ale dbania. Jest to odwieczny polski problem.

Nie oskarżam autora eksperymentu myślowego, ojca Kramera, o podobne niedbanie, ale irytuje mnie oderwanie od życia jego przykładu. To romantyczna fantazja, miła, ale sygnalizująca głębszy problem.

Podobnie było ze słynną sprawą z Bełchatowa. Ponieważ nie oburzałem się tak głośno, jak inni, dostałem pytanie, czy mi to nie przeszkadza. Odpowiedziałem, że tak, ale dodałem od razu, że większe obrazy uczuć religijnych widywałem na wielkich mszach pod niebiem, gdzie się z Panem Jezusem nie patyczkowano. Żeby tylko On wtedy mógł podróżować w kieszeni!

Kleryków, którym to przeszkadzało i którzy się upominali, miano za wariatów, nie do końca bezpiecznych. A co powiedzieć o losie kleryka, czy księdza, który odważyłby się powiedzieć o mobbingu?

Cała wielka i hańbiąca sprawa pedofilii w Kościele za swą istotę ma ukrywanie zła, nie nazywanie go po imieniu, odwracanie uwagi komunałami, w rodzaju „nic nie mów, żeby nie robić zgorszenia”.

Jedną nogą jest rzeczywiste zło, a drugą fantazjowanie o dobru.

Dlatego dyskusje teologiczne o celibacie są dla mnie jałowe. Jak może myśleć o założeniu rodziny ksiądz, którego słynny ostatnio Hodowca Danieli publicznie poniży? I pozostanie na pewno bezkarny? Miałby jeszcze ten ksiądz żonę, to przecież by ją ten jego przełożony odpowiednio nazwał!

Nawet kostka brukowa przed dowolną Kurią w Polsce wie, że wspomnianego Hodowcę na to stać.

Albo diakonat kobiet, w kontekście półniewolniczego traktowania tylu sióstr zakonnych? Gdy są tego typu praktyczne problemy, dyskusje teologiczne powinny zejść na drugi plan, gdyż tylko je to ośmiesza.

Także ratowanie przed tramwajem ma sens, a jakże, lecz według mnie chodzi o bardzo praktyczny odcinek torów, o społeczną naukę Kościoła nie na eksport, ale w Kościele.

Na razie jest tak, że przy dobrym układzie zwrotnic nieraz i człowiek Bóg równo dostają.

Gdyby zaś ktoś bardzo chciał poznać odpowiedź na dylemat ze wspomnianego na początku obrazka z człowiekiem oraz Hostią na dwu różnych torach, jest ona akurat prosta i w praktyce trudna, bo dosłownie cięższa – zrobić to, co zrobiłby w tej sytuacji Pan Jezus.

11 Replies to “Tramwaj, co pojedzie i po człowieku, i po Hostii”

  1. Patrzymy z kilku czy kilkunastu metrów na dynamiczną sytuację.
    Z jednej strony człowiek, z drugiej coś małego i białego. Papierek, bilet, czy sreberko po cukierku? Nie ma czasu tego sprawdzać! Myślę, że przeciętny człowiek opłatka by nawet nie zauważył, lecz zajął się człowiekiem.
    Pozdrawiam.

    1. To jest niezwykle optymistyczna wersja, że każdy pomoże. Pamiętam, jak chłop stał z nogą przewieszoną przez most nad Wisłą, a ludzie się przechadzali, kilku na brzegu szykowało aparaty. Zanim zdążyłem w sobie zwalczyć opór przed pomocą mu, kolega do niego podszedł. Kto wie, czy bym zwalczył? W praktyce jest podobnie, jak w przypowieści o Samarytaninie, wielu mija. O tym jest mój wpis, o tym, że wygodniej jest mijać.

  2. Może iść w kierunku słów Jezusa, że co uczynimy jednemu z Jego braci najmniejszych to Jemu uczynimy. Czyli jeśli uratuje człowieka to uratuje i Jezusa. Wtedy problemu nie ma. Takie typowo ludzkie upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu,praktyczne ale w tym przypadku rozwiązujace wątpliwość.

    1. Amen. Z tym, że nie oznacza to braku szacunku dla Postaci Eucharystycznych. Poza eksperymentem myślowym, w praktyce, jest przeciwnie. Jak ludzie są obojętni, to wobec człowieka i świętości, jak dbają, to o obie te rzeczy.

    1. Racja! Choć lawaterze, partykuły, puryfikacja w tekście wymiatają 😃 powinien być słowniczek trudniejszych pojęć 😃

  3. A w Bełchatowie to było takie albo Jezus – albo chłopak?
    I co – k(K)toś został „przejechany”?
    A podróżowanie Jezusa w kieszeni chłopaka zaszkodziłoby Jezusowi, czy chłopakowi? No i ktoś (z chłopakiem włącznie) w ogóle wiedział dokąd miała być ta podróż?
    Ja myślę, że nie można było pozwolić chłopakowi wyjść z kościoła z konsekrowaną Hostią w kieszeni. W tym przypadku ratowaniem człowieka jest zagrodzenie mu drogi, spokojne pouczenie go o tej sytuacji i jej konsekwencjach i poproszenie go, żeby oddał Hostię, lub zjadł, jeśli się godzi na to zjedzenie. Gdyby chłopak używał siły (szarpał się), żeby się wydostać z kościoła z Hostią w kieszeni, to trzeba przeszkodzić mu używając siły (w możliwie najmniejszym stopniu) i wezwać policję. To ratuje wtedy również chłopaka (np. jeśli ktoś, lub coś – np. chore sumienie, go szantażuje). Oczywiście łatwo jest mi mówić po czasie i z daleka…

    1. Nie myślę, żeby sytuacja w Bełchatowie pasowała do tego eksperymentu. Nie ma człowieka na torach. Przywołałem ją, bo ludzie z mojego środowiska nią żyli aż za bardzo, jakby rzeczywistość nie pokazana przez media nie istniała. A ona istnieje i często skrzeczy. Co do samego zajścia zaś, to z perspektywy duszpasterza najlepiej by było rozwiązać sprawę bez pomocy państwa. Czy było to możliwe, Pan Bóg jeden wie.

  4. Problem polega też na tym,że Chrystus jest w Hostii realnie,nie symbolicznie.I jeśli nie będziemy zdecydowanie reagować przeciwko profanacji,jasno mówiąc o swoim bólu,to inni będą naruszać kolejne granice.

    1. Tak. To są praktyczne konsekwencje tego, że wielu katolików, jeśli nie większość, nie jest nawet ciekawa doktryny, w którą wierzy. A przy tym czują się katolikami, albo chrześcijanami, więc nie uważają, że mogą urazić uczucia katolików.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.