kalendarz adwentowy

Kalendarz adwentowy!

Wiele błędów popełniłem w życiu. Na przykład, nie znając idei kalendarza adwentowego, zżerałem zawsze cały jednego dnia. Wyjątkowo otwieranie okienek zajmowało mi dwa dni. Czasem wtedy coś się dostało rodzicom, coś babciom, a nawet bratu, ale przyznaję, że czekoladki z kalendarza nie zawsze były dystrybuowane według wskazań katolickiej nauki społecznej.

Dlatego w duchu zadośćuczynienia spróbuję w ten adwent zrobić kalendarz. Będzie tekst na blogu codziennie jakiś, przez cały adwent, aż narodzi się Dzieciątko.

Jeśli będę w tym kalendarzu moralizował, proszę użyć rózgi.

Jeśli będę w nim dawał dobre rady, to za karę należy wziąć mnie na kulig i do ostatnich sanek przywiązać i wlec po leśnych drogach. Byle mnie na koniec odwiązać, rozgrzać i napoić.

Jeśli zaś będę podjudzał do moralnych rewolucji, można powiadomić Polski Związek Łowiecki, albo nawet kurię.

Suma rzeczowych argumentów za śledzeniem tego kalendarza, jak wyliczyłem, bliska jest zeru. Oscyluje w granicach obecnej temperatury płyt nagrobnych na cmentarzu na Lipowej.

Nie będą to żadne rozważania, ani rekolekcje. Dziś w internetach jest ich więcej, niż aniołów tańczących na birecie starego kanonika, co chrapie w konfesjonale. Wydaje się, że każdy polski ksiądz w kraju i zagranicą pisze coś lub nagrywa, i wrzuca do sieci. Ja też! Wrzucę więc duchową czekoladę na każdy dzień adwentu, czasem słona, czasem słodka, czasem z nadzieniem, a będzie dzień, że nic się nie pojawi i trzeba będzie sobie w życiu znaleźć czekoladkę duchową, ha! A nie tylko w Internecie.

Z czego zrobię tę swoją czekoladę?

Z kolorów biorę szarość i mrok, kolor suchych chwastów, iskrę z wilczych oczu, czerwień gila. Poblask stacji benzynowych, dalekie światła bloku. Twarz babci wkładającej polano do pieca i twarz dziecka patrzącego na świecę roratnią.

I kolor podniesionej Hostii w niebieskim od mroku kościele.

Z dźwięków trąby armagedonu. I rorate coeli. I dźwięk spadającego śniegu. I dzwonów.

Z symboli wezmę krzyż na półksiężycu, promienisty. Tak, krzyż na adwent. Jak blog doczeka do wiosny, na Wielki Post będzie o Dzieciątku. To tylko pozornie pomieszanie, bywają ukryte, a mądre Porządki, co przekraczają nas i wtedy, człowieku czy aniele, musisz stanąć na głowie, by zobaczyć, jak jest naprawdę, bo świat od wieków na głowie stoi.

Będę na zimę, tym kalendarzem, obwiązywać zmysły jak krzaki róż przed mrozem.

Z dotyku biorę pomarszczoną skórę na dłoniach Bożej Matki i drzazgę z dłoni Józefa i małe Palce obejmujące jego palec.

Z zapachów, zapach zimna i spalin, i smogu, którym oddychamy. Ale może przebije się kadzidło? Bo suche liście, to na pewno, i zimna pościel.

Ze smaków, kwaśny czerwony barszcz na swojskim kwasie. Jak za kwaśny, posłódź miodem. Poważnie! I przecudnej urody kompot pani Joasi, z owocami uratowanymi z lata, z imbirem i laską cynamonu. Kto go pił, temu nie muszę tłumaczyć, że i w nim jest łaska Boża, że i taki kompot może być adwentowym przewodnikiem!

One Reply to “Kalendarz adwentowy!”

  1. Trochę z poślizgiem, ale zabieram się za czytanie. Coś mi się wydaje, że może to być lepsze niż 45 minutowe kazanie rekolekcyjne w zimnym kościole. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.