kalendarz adwentowy

Adwent śledzia i narwala

Stoję w kolejce w Biedronce i układam w duszy plusy adwentu:

”możesz wstać o piątej,

możesz pójść na roraty,

możesz zapomnieć świeczki,

możesz ją dostać od anioła,

możesz usłyszeć, jak z trąbą anioł przez niebo leci…”

Ale prawdziwe plusy adwentu to śledzie i narwal. Połknęły mnie na spółkę te morskie stwory, jak Jonasz wieloryba! I to w supermarkecie!

Było tak. Przede mną w kolejce do kasy trzech panów, pierwszy kupuje piwo, drugi chleb, a trzeci śledzie. Stali razem, widać, z jednej roboty i że już po robocie. Ostatni przede mną, ten od śledzi, uśmiecha się do kasjerki i mówi, że to najlepsze śledzie na świecie i że zawsze je kupuje, chociaż to śledzie oszukane, bo pod wielką naklejką nie ma ani jednego, tylko sama cebulka. Są tylko po brzegu! Ale i tak, śmieje się, warto. Są to najlepsze śledzie na świecie.

Miałem ochotę popatrzeć chłopu przez ramię, czy nie ma napisane na tej etykiecie „śledzie po ludzku”, bo skoro są po żydowsku, po polsku i po marynarsku, to mogą być też takie, pokazujące istotę ludzkiego losu.

Śmiałem się też, gdy panowie wyszli i powiedziałem pani, że to materiał na dobre kazanie, te śledzie, ale tylko się spojrzała.

Takie kazanie: nie jest najmilszą rzeczą, umiłowani siostry i bracia, otwierać oleistą pokrywkę. Bo olej na śledziach. Bo cebulkowe oszukanie, co je wszyscy znamy.

Takie otwieranie śledzi jest to prawie, jak wstanie z ciepłego łóżka na roraty o piątej.

Tylko że, to jedyna droga. Tylko otworzywszy oleistą pokrywkę śledzia po ludzku, możesz skonfrontować się i zobaczyć tę cebulkę, to nasze ludzkie oszukanie. Moje i twoje, nasze. Co nią jest dla mnie?

Ha! Pytanie! Człowiek wszystko potrafi włożyć tam, gdzie powinno być życie. Gdzie powinna być wolność, pełen oddech.

Niosę zakupy do polo, a tam radio o polskim narwalu!

Jesteś w pracy i słyszysz krzyki. To, co znałeś z telewizji, puka do ciebie. Przerywasz pracę i zgadzasz się, że życie może być przerwane. Wychodzisz drzwiami do wolności, królewską drogą. Łukasz, szef kuchni, w ten sposób został został królem, bo nie bał się stracić życia. Nie chodzi zresztą o nasze uznanie, ale o to, jak mu to bohaterstwo musiało serce rozjaśnić i uwolnić! A wiecie, jak na niego anioł stróż własny teraz spogląda? Adwent tego anioła stróża się skończył, chodzi po niebie jak paw i chwali się innym, „słuchajcie, ten mój jest WOLNYM człowiekiem!”.

W adwencie nawet nie tyle trzeba czekać, bo nie o czekanie idzie w adwencie, ale o to idzie i na to wychodzi, by zgodzić się, że Pan może przyjść teraz. Wyjść trochę z siebie. Zgodzić się na śmierć, jak bohater z Londynu.

Jest ogień w zdjęciu rogu narwala ze ściany i ruszeniu na oprawcę. Ale jest też iskra w śmiechu ze śledzi przy biedronkowej kasie. Jest więc w nas jakiś adwent i może skończyć się już dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.