kalendarz adwentowy

Jan z Damaszku i okienko

Jan z Damaszku (dziś jego dzień) dziś przychodzi do nas i płacze nad Syrią. Jego ukochana jest znów we krwi.

Chwała Bogu, że nie ma w Polsce wojny.

Tydzień temu siedzę nad kawą i winem z człowiekiem, co był w klasztorze w Syrii, klasztorze starzym, niż Jan z Damaszku, starym prawie, jak Biblia. U nas jeszcze Słowianie za turami wtedy biegali, a czasem odwrotnie, gdy mnisi kładli tam pierwszy kamień.

Nie pod mury, ale pod głowę, by milej się spało w zimnej grocie.

Do tego klasztoru, opowiada mi przyjaciel, szło się kiedyś przez trzcinowy most, a teraz zrobili trwały. Bali się widocznie, a potem bać się przestali, uwierzyli w pokój. Potem, za mostem, mówi, w murze okienko jak dla psa i na czworaka idziesz przez grubą, zimną ciemność kamieni, potem skręcasz pod prostym kątem, na końcu mnich siedzi i gdy wstajesz, on Cię pyta, najpierw wzrokiem. Pyta, czy nie uciekasz?

Wtedy nie możesz zostać w klasztorze. Jeśli uciekasz, to zawróć i zrób pokój z ludźmi, rozejm ze swoimi demonami, zawrzyj pokój z Bogiem. Przynajmniej z pierwszymi dwoma się uporaj! Wtedy wróć.

Parę lat temu, mówi przyjaciel, mnich ten skończył swoje modlitwy. Państwo Islamskie ścięło mu głowę. 

Patrzę na czerwień wina. Klasztor św. Mojżesza stoi na zupełnej pustyni, opowiada dalej przyjaciel. Patrzę na nią. Jakby nic nigdy na tam na ziemi nie żyło, tylko ludzie, z modlitwy, z łaski Bożej.

Ale są tam myszy i świerszcze, i anioły wymalowane. Stworzenie modli się za mnichów, gdy ci śpią, jednym lub drugim snem. No i kamienie się modlą, myślę sobie. One i ziemia są wierne. Nie wszyscy przyjmowali Syryjczyków, choć nie od siebie uciekali, nie od wewnętrznych demonów, a przed wojną. Tylko ojczysta ziemia, tylko kamienie, które kładli mnisi pod głowy, goszczą ich bez zastrzeżeń. Też nie na zawsze!

Na przeczekanie, aż nastanie Dzień. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.