kalendarz adwentowy

Postanowienia adwentowe

Wiozę moim polo znajomego, co kupił auto elektryczne, nie dlatego, że mu się zepsuło, ale dlatego, że był na piechotę. Chcę go podpuścić, więc cytuję krytyków aut elektrycznych. Znajomy mówi, że dla niego auto jest dobre i dobrze, że ma ograniczony zasięg, bo to zmusiło go, by zmienił myślenie. To mnie zaciekawiło. Okazuje się, że to nie środowisko, ani nawet fascynacja techniką zależało mu, gdy kupował auto, ale na zmianie przyzwyczajeń. Na przełamaniu rutyny, bo rutyna, jak mówi, odbiera szczęście.

Znajomy zaimponował mi szczerością. Kupił auto dla siebie i o tym mówi. Zasiał mi też lekki smutek w duszy,bo muszę przełamywać rutynę w bardziej ekonomiczny sposób. Może to i lepiej?

Może to jest droga postanowień adwentowych? Na nie nigdy nie jest za późno (jak nie postanowiłeś na początku, zmień na noworoczne i zacznij już teraz!). Zamiast wielkiego „to będę robił” albo „tego już nigdy nie zrobię”, wybrać jakąś rzecz do robienia w nowy sposób. Jeśli sposób ten byłby lepszy dla ludzi, Boga lub stworzeń, to już coś.

Pytanie, po co obiecywać sobie cokolwiek, skoro tylko pięciu procentom, jak pokazują badania, udaje się te postanowienia zachować? Najlepiej odpowiedzą na to ludzie stojący w kolejce w przedświątecznym totolotku. Wygrywa nie pięć procent, tylko jeden na czternaście milionów, a dodatku, nie mają na to żadnego wpływu, płacą, przegrywają, a i tak ciągle, ciągle próbują.

 

2 Replies to “Postanowienia adwentowe”

  1. Uważam, że postanowienia, czy to adwentowe, noworoczne czy jakiekolwiek inne nie maja sensu. Jeśli faktycznie coś trzeba zrobić, to robi się to po wystąpieniu potrzeby, a nie czeka na „uroczysty termin”. Z kolei wystąpienie takiego terminu nie jest uzasadnieniem dla wymyślania postanowień na siłę.
    Pozdrawiam.

    1. Jeśli postanowienia byłyby bez sensu, mogłoby to działać na ich korzyść, bo wówczas byłyby niekonieczne, a więc ze sfery obowiązku przeszłyby do do sfery zabawy, sfery kochanej przez ludzi, zwierzęta, aniołów, a nawet Boga. Ciekawe, co sądzisz o samym przełamaniu rutyny?

      To, co mówił mój znajomy, to niejedyna droga.

      Są ludzie, ba, jest wręcz tradycja w chrześcijaństwie, która podnosi rutynę do rzędu cnót, albo wyżej jeszcze, wspomnianej zabawy, w tym sensie, że zewnętrzne przyzwyczajenia wyzwalają duchową kreatywność, czego przykładem zakonne, uregulowane życie mistyczki lub mistyka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.