kalendarz adwentowy

Sen o adwencie

Śniły mi się roraty na leśnej polanie. Bałem się, bo byłem sam, ale nie do końca. Był klimat większy, niż lampki w zgaszonym kościele. W tym śnie nie było szkół i prac, o asfaltowych dróg i świateł naa stacjach benzynowych, wiecznych jak te przy tabernakulum. Trzeba było iść przez polne drogi i czarne, zimne lasy. Nie spotkasz tam ludzi, najwyżej wilki i nie obroni cię przed nimi Polski Związek Myśliwski, prędzej św. Mikołaj, święty od wolnych stworzeń.

Idziemy przez cichy las i przez pole, po chwastach i po gałęziach, tylko cisza patrzy, a w ciszy i gile, i sowy, i lisy, i koty bezdomne, słowem wszystkie stworzenia, co je bez sądu Pan Jezus zabierze na swoją Arkę. 

Jest zimno i wieje, tu, na drogach rozstajnych, gdzie jest krzyż z promieniami, a pod nim półksiężyc. To najstarszy krzyż świata. Wznosi wśród lasu ramiona słońca nad sierpem ksieżyca. Zaraz wrócę z kojącej pustyki, do prac, do szkół, asfaltu i marketów, do królestwa elektrycznego światła. Co zostaje, to nauka, że krzyż jest nad księżycem. Że ponad kalendarze, plany i przypomnienia, jest to, co masz w dłoni. Otwórz ją. O, tu we wgłębieniu dłoni masz i krzyż, i światło, i skarb.

To tu i teraz, tu i teraz. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.