kalendarz adwentowy

Król

Król zdjął koronę, a błazen prawie mu ją wyrwał i od razu głęboko nasadził na swe skronie. Błazen zapytał o jabłko i berło, ale te król postanowił je zabrać. Panny płakały, i płakali rycerze, gdy nazajutrz znaleźli błłazna przywiązanego do tronu złotym, królewskim łańcuchem.

Król musiał znaleźć dublera, by zmylić straże i błazen okazał się nader chętny do zagrania roli.

Zmylenie straży było kluczowe, gdyż było ich zbyt wiele i chociaż nigdy nie zastąpili mu drogi, to jednak pytali.

Pytali, po co wychodzi z zamku? Panie, czy nie ufasz nam? Czy może nie wiesz, po co stoimy tu dla ciebie dzień i noc na straży? Poza zamkiem szaleje potwór, który niszczy twoich poddanych, zjada ich i wypluwa w każdej chwili…

Król mijał ich tylko po to, by kilka metrów dalej zatrzymać się przy kolejnych drzwiach, gdzie kolejni żołnierze kontynuowali, Panie, nie wolno Ci. Tylko twoja obecność na tronie w środku świata, tylko ona, panie, gwarantuje wzejście słońca i nieurwanie się łańcucha w studni i wyklucie słowików na kolejną wiosnę.

Tylko, gdy siedzisz tu, mamy pewność, że na naszych polach wyrośnie wystarczająco wielu chłopów, by nakarmić smoka, a komnaty pałaców urodzą tye księżniczek, że potwór z głodu nie zacznie pożerać blanek i murów…

Mijał ich, ale korona mu straszliwie ciążyła, jakby do duszy jego krzycząc to samo, że nie powinien. Mimo otwartej drogi przez zamek, nie może wyjść. Dlatego się przebrał. Z nadzieją, że zmyli ich i siebie i lżej mu będzie iść bez pytań.

Poznali go od razu, lecz gdy pierwsi strażnicy zaczęli swoje litanie, panie, panie, królu, królu, co było ich rytuałem, król znalazł w kieszeni błazna mały klucz. Zdziwił się tym przedmiotem, bo w zamku, z którego nigdy nie wyszedł, wszystkie drzwi były otwarte. Przypomniał sobie jednak ogród i to, że z boku są tam drzwi, jak mu powiedziano, ogrodnika. Czy błazen ukradł ogrodnikowi klucz? To nie miało znaczenia, po chwili król poszedł do ogrodu, a wśród straży zapanowało zmieszanie. Czyżby dziś król nie spróbował wyjść?

Już po chwili król w ubraniu błazna biegł przez trawę. Przeszedł płytką fosę i usiadł pod drzewem. Nigdzie nie było śladu smoka. Była za to księżniczka. Może przesadziłem, nie tyle księżniczka, ile dziewczyna. Zobaczywszy błazna, zaproponowała mu taniec, bo dzień był piękny i śpiewały ptaki. Tylko musisz podać mi ręce! Zawołała. Któż się zdziwi, że król uwolnił rękę od złotego jabłka? Rzucił je na bok, a na całe królestwo spadł prawdziwy deszcz jabłek, dzieci łapały je w locie i ze smakiem zjadały. Rzucił i berło, które, trafiwszy w ziemię, zamieniło się w drzewo, jeszcze piękniejsze od tego, przy którym usiadł.

Dziewczyna klaskała z zachwytu. Poczekaj, mówi jej król, zaraz wrócę. Chciał ją zadziwić trzecim cudem. Co zrobi korona, w co się zamieni? Na pewno w coś wspaniałego! Wiemy, po co poszedł i drżymy, bo kogo zobaczył w sali tronowej? Na tronie siedział potwór w złotej koronie. Powiedziałem ci królu, prawdę, ludzi twoich zabija życie i zjada ich co dzień. Wierzą oni, że w tym pałacu mieszka król śmierć i boją się, i dlatego sieją i tną zborze, stawiają chaty, szubienice i budują statki, bez ciebie, albo innego potwora, któżby utrzymał ich w ryzach? wracaj i chyl głowę przed swoją koroną! Straże porwały króla i wleką go na tron. Usadziły go, mimo że walczył, wbiły mu na czaszkę złotą obręcz, aż krew trysnęła. Potwór zaś zmalał znów do zwykłych rozmiarów błazna.

Ta krew okazała się niczym klej.

Zespolił się król ze swą koroną i królestwem i gdy strażnicy, błazen, panny i rycerze zadowoleni kiwali głowami, odezwał się wielkim głosem, od którego zamknęły się wszystkie drzwi zamku, hełmy potoczyły się z głów na posadzki, dwór się schylił, a uśmiech zastygł na obu pyskach błazna. Zaskoczony nową swą władzą, nasz król, będąc w końcu sobą, wyszedł do ogrodu i dalej, między drzewa, po swój obiecany taniec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.