harce

Olga Tokarczuk jako katoliczka (albo harce noworoczne z seksem i religią)

Olga Tokarczuk niedaleka jest od religii, pisałem ostatnio, jest wręcz prorokinią, nie Boga, a czułości. Ale być prorokinią to jedno, a katoliczką, to drugie. Istnieje wywiad z Olgą Tokarczuk, w którym zbliża się do katolicyzmu na odległość pogłaskania.

Czyżby wyrecytowała Credo, albo nazwy wszystkich encyklik papieża Polaka? Nie, oczywiście, że nie. Olga Tokarczuk daleka jest od Kościoła, choćby milion księży poetów zachwalało po „Znakach” i „Tygodnikach” czułość jako Imię Pana Boga. 

A przecież bywa Ta Noblistka katolicka! Niczym dyspensa piątkowa. Blisko Kościoła, aż po głaskanie.

Głaskanie to idzie najpierw pod włos. Zajmę się tym, zanim przejdę do istoty bliskości Noblistki z Kościołem, by nikt mnie nie oskarżył o propagandę.

Olga w wywiadzie krytykuje religię, wszelką, aż po buddyzm, kojarząc ją z przemocą. Olga zauważa przy tym, że cywilizacja oddaliła nas od przemocy. 

Skomentuję to tak, że bardzo dobrze, że to oddalenie od przemocy zauważyła, że docenia naszą cywilizację. Tego, jak pisałem, zabrakło mi w mowie noblowskiej. Szkoda, że nie zauważa, że spora część każdej religii obejmuje ograniczanie przemocy. Szkoda też, że nie uważa swojej pozycji ideowej za religijną. Jak pokazał żydowski filozof Harrari, humanizm też jest religią i wiara, że ludzie zaczną powszechnie czytać książki i że te książki nauczą ich czułości jest wiarą podobną do tej, którą płonęło moje serce, gdy przed laty kupowałem trzydzieści trzy Biblie Tysiąclecia dla chłopaków z zawodówki. 

Wiara wielka, każda góra się takiej przestraszy. 

Tu jest ironia tego wywiadu z noblistką. Jak każdy człowiek, jest ona zanurzona w religii, jeśli tylko uznamy za religię sposób, w jaki człowiek żyje, sposób nie dający się do końca wytłumaczyć rozumem i raz po raz sięgający po tajemnice, w rodzaju ulubionej przez Tokarczuk czułości.

 To wszystko jest jasne i choć moja natura teologa ciągnie mnie, by to dalej analizować i przetykać słowami „poniekąd”, „a jednak” czy „zarazem”, muszę się powstrzymać.  Muszę, bo to Olga głaskała z włosem jest dużo ciekawsze!

Olga Tokarczuk postuluje, że nasza cywilizacja okiełznała seks i że na takiej samej zasadzie należy okiełznać religię. 

Zostawmy na boku, co okiełznało co i na ile. 

Mnie fascynuje ta idea, bo na własnej skórze ją odczułem. 

Otóż wiara, że jest to wykonalne, to okiełznanie żywiołów takich jak seks czy wiara, to esencja katolicyzmu. Jeśli ktoś mówi takie rzeczy, że ludzie, gdy się postarają to opanują chuć i wiarę, to jest w głębi katolikiem. Pobierzcie mu próbki włosów, albo, jeśli trzeba, szpiku i zróbcie badania w MIT w Stanach, wyniki będą jednoznaczne. 

W pewnym momencie geny ułożą się w Pozdrowienie Anielskie, w czarnego chłopa z białą plamką pod szyją i w świątynię ze skarbonką w środku. Katolicyzm. 

Od wieków Kościół katolicki wierzy, że popęd płciowy i religijność mogą zostać okiełznane i na świadectwo temu wzniósł na całej planecie nieprzeliczone seminaria duchowne. W jednym z nich najlepsi specjaliści przez sześć lat mnie formowali i całą ich ideologię da się w tym streścić, w kiełznaniu seksu i religii. 

Jeśli ktoś uważa, że z tych dwu koników ten bardziej zalotny jest trudniejszy w kiełznaniu, nie wie nic o chrześcijaństwie i niewiele o człowieku.

Moi formatorzy, wybitni specjaliści, sami kształtowani w kuźniach duchowych ks. Kożucha, wytrwani amatorzy Lectio Divina i znawcy personalizmu lubelskiego, dobrze wiedzieli, który konik potrafi naprawdę ponieść i zrobić Kościołowi rodeo. 

Dlatego, gdy wychodziłem na spotkania duszpasterstwa akademickiego, niepozbawionego studentek, błogosławili mnie na drogę, odmawiali koronkę do Miłosierdzia Bożego w mojej intencji, wzdychali do św. Józefa i spali spokojnie.

Co innego spędzało im sen z powiek.

Gdy po kryjomu, o północy wyciągałem w pustej kaplicy łaciński modlitewnik, byli do głębi wstrząśnięci. Gdy zwalniałem się na Mszę Trydencką, miałem wrażenie, że chętniej puściliby mnie na piwo na Stare Miasto. Gdy w moim umyśle rodziły się pytania o dialog międzyreligijny, leżeli krzyżem, błagając o cud nawrócenia. 

Ostatecznie nie spaliłem publicznie dokumentów Soboru Watykańskiego II na żadnej z placówek, w których pracowałem, a czego, jak podejrzewam, moi formatorzy się obawiali. 

Mimo, że ich obawy były na wyrost, zupełnie się im nie dziwię. 

Dzieje Kościoła, wielkie i małe, to dzieje wprzęgania wiary i pobożności w służbę cywilizacji. To ta myśl kryje się za prześladowaniami heretyków. Owi heretycy zawsze zaczynali od wzmożonej religijności i wielkiej pobożności. 

To do dziś najłatwiejszy sposób, by wylecieć z seminarium duchownego. Powiedzieć, że rozmawiałeś z Panem Jezusem i poczynił On pewne uwagi co do funkcjonowania diecezji. 

To, na ile kiełznanie seksualności i religijności się Kościołowi udaje, ocenia życie i oczywiście ocena ta jest dwuznaczna. 

Mam wrażenie zresztą, że religia jest, wbrew pozorom, bardziej podstawowa dla ludzi, niż seks.

Weźmy temat skandali z molestowaniem dzieci lub podwładnych. Ma wyjść nowy film Sekielskiego w styczniu! Głównie mówi się o tym jako o problemie z pożądliwością, ale ja patrzę na to inaczej.

Czy nie jest tak, że ludzie, którzy to robią, są nihilistami? Ani nie wierzą w Boga, ani w Pana Jezusa, ani w człowieka, jak humaniści, ani w czułość, ani w literaturę nawet.

Wszelka wiara się w nich rozpadła i stąd są w stanie tak krzywdzić innych. 

Może najwyżej we własną władzę jeszcze wierzą, ich ego w roli boga.

Chociaż zahaczyłem na koniec o te mroczne materie, bo chyba nie da się dziś o nie nie zahaczyć, tekst ten miał być pogodną medytacją nad wielkim śmiechem, jaki towarzyszy byciu człowiekiem. Nad śmiechem z naszych paradoksów.

Jak chłop z bajki, każdy z nas musi okiełznać diabła i zaorać nim pole, a każdy chłop i baba przyznają, że to bardzo życiowe i że w tym kiełznaniu seksu i wiary religia pomaga. 

Tak uczy Kościół, tak uczy Noblistka, której, śmiem twierdzić, formacja katolicka tak zupełnie nie opuściła. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.