harce

O królu, co ukradł Boże Dzieciątko

Chorowało królowi Akbarowi królestwo. Może przez starość? Może przez brak witamin? Może przez to, że kozy tamtejszemu prorokowi dawno już wyskubały brodę? Skąd ta choroba, nie wiadomo, ale że była ciężka, wiedział każdy.

Rzeki wylewały, góry ogniem ziały, osły liniały, świątynię ludzie mijali, a na targach oszukiwali, kłamali w sądach, po drogach kradli. Każdy na noc przywiązywał wielbłąda do łóżka. Od złodziei zaś gorszy był tylko sam król, pomiatający poddanymi zrzęda, na potęgę mściwy i chciwy.

Jedyne, co w królestwie było zdrowe, to pies króla, Apokryf.

Pewnej nocy rozszczekał się Apokryf i obudził króla. Myśląc, że kradną mu wielbłądy, porwał król pałkę i wyjrzał z pałacu. Za górką, do której tuliło się miasto, biła w niebo jasna łuna.

Akbar i pies zaczęli się skradać.

Za górką ujrzeli obóz jakiejś karawany. Wędrowcy ci nie wiedzieli widać, że w tej okolicy jest królestwo Akbar. Na szczęście! Król gości nie lubił i nawet, gdyby kamienie na podwórzu pałacowym zamieniły się w chleby, wolałby je sprzedać, niż przyjmować taką bandę. Banda ta tłoczyła się teraz przy ogniu, przy którym ktoś zawzięcie opowiadał.

Akbar długo słuchał opowieści o gwieździe jak złoto, o proroctwie pachnącym kadzidłem, o namaszczeniu mirrą dla zmęczonego świata. Opowiadacz raz po raz pokazywał na niebo i wzywał przyjścia Mesjasza.

Już miał Akbar wstać zza kamienia, za którym siedział i głośno zawołać: gdzie ten Mesjasz, ja mam królestwo do uleczenia!

Ale zanim zawołał, usłyszał, że Mesjasz dopiero się urodzi.

Głowił się Agbar nad tym. Jak to? Czy Mesjasz będzie dzieckiem? Kto mu, zanim dorośnie, popilnuje władzy? Z myślami tymi wrócił do pałacu, a gdy następnego dnia obudził się z planem i wyruszył śladem karawany.

Siedem nocy słuchał król o Dzieciątku, aż karawana zastygła wieczorem na opłotkach miasteczka, u stóp groty, do której wszedł opowiadacz z wybranymi towarzyszami. Całą noc tam bawili, a Akbar czekał. Gdy nad ranem w końcu wyszli i karawana odjechała, król zakradł się do groty.

Anioł drzemał, oparty na drzemiącej owcy. Obok drugi, z głową na ścianie. W głębi spał młody mężczyzna, przytulony do Niewiasty. Pomiędzy nimi coś w rodzaju zawiniątka. Król wszedł do środka, ujrzał więcej jeszcze owiec, osłów i aniołów, całe towarzystwo śpiące.

Akbar zaśmiał się cicho, o, to musieli być teolodzy, skoro ich tak skutecznie uśpili!

Akbar patrzył chciwie na piękne dary, leżące w grocie, przez nikogo nie strzeżone. Już one, myślał, uzdrowiłyby mój budżet. Król jednak był nienasycony. Przeniósł wzrok na zawiniątko. Po chwili wybiegł z nim na dwór, a jeden tylko anioł chrząknął i poprawił skrzydła. Grota spała o poranku jak w najcichszą noc.

Szybko Akbar z Dzieciątkiem z Betlejem umykał!

Bał się pogoni anielskiej, lękał się gniewu Bożego i po niebie spoglądał, ale bezchmurne było i wesołe jak młode praczki. Cudem jakimś ani razu się Akbar nie potknął i siedmiodniową trasę do swego królestwa ukończył przed wieczorem.

Od razu przystąpił do pracy.

Poszedł najpierw do świątyni, uzdrów, Mesjaszu, nasze bogi! Niech karzą złych i na modlitwę reagują! Dzieciątko tylko zakwiliło. Akbar pomyślał, że widocznie to nie ci bogowie, co trzeba. Wyszedł więc na dwór, nad rzekę i pod górę, co dymiła ostatnio. Mesjaszu, powiedział, podnieś rączkę, moją ziemię i wodę doprowadź do ładu! Dzieciątko zapłakało, aż Apokryf zapiszczał. Niezrażony Akbar poszedł na jarmark przy pałacu, podniósł Dzieciątko i pokazał mu swój naród.

Zawołał, ulecz mój lud, Mesjaszu, niech pracują, niech nie kradną, niech mnie się boją i słuchają!

Dzieciątko rozpłakało się na dobre. Akbar przypatrzył się dobrze maluchowi. Nie świecił się, nie był cięższy, niż niemowlak, nie inaczej też płakał. Głupi ja, powiedział sobie, dałem się omotać bajce o Mesjaszu! To nie aniołowie byli w grocie, myślał, a pijani pasterze! Akbarowi głupio było stać z dzieckiem pośrodku targu. Spojrzał, a obok w łańcuchach stali niewolnicy, zachwalani przez handlarza. Może chociaż dwa grosze za tego gołąbka dostanę, pomyślał sobie, ale zaraz zobaczył, że pies jego jeży sierść i warczy na handlarza. Popatrzył znów na zawiniątko płaczące Akbar i żal mu się zrobiło.

Wlazł z zawiniątkiem do pałacu i kazał wezwać mamkę, bo choć nie znał się na dzieciach i żył w celibacie, kojarzył coś, że musiało być głodne.

Słudzy króla przyprowadzili młodą dziewczynę, o której ktoś im szepnął, że dopiero co rodziła. Pokłoniła się Akbarowi, a on podał jej dziecko i powiedział nakarm tego bachora, zanim każę go sługom odnieść do owczej groty, niech o niego tamci biedacy dbają.

Naraz pałac się zatrząsł, napełnił trąbami, śpiewem i światłem, a wokół dziewczyny pokazali się aniołowie w zbrojach i pięknych szatach, a Ona sama w błękitne światło, niczym gwiazda, odziana, odchyliła suknię i zaczęła karmić Dzieciątko.

Zbladł król i padł na kolana, a Apokryf skakał przed Panią radośnie.

Wstąpił jeden z aniołów i powiedział, nie spałem, gdy zabrałeś Małego, ale za wyrokiem Boskim dany ci został, chory królu chorego królestwa, cud Bożonarodzeniowy. Za twoją chciwość i kradzież powinniśmy cię rozsiekać na anielskich mieczach, ale Miłosierdzie chciało inaczej. Każdy ochroniłby i uczcił Mesjasza świecącego jak złoto. Ale za to, żeś nie skrzywdził Dziecka, które miałeś za zwykłego synka żebraczki i pasterza, Pani nasza zostawi ci dar.

Zaraz zniknął cały orszak i Akbar został sam.

Całe potem życie dumał, jaki właściwie dostał od Pani dar?

Taka to bajka o królu, złodzieju Bożego Dzieciątka!

Nasz świat wyrósł i w bajki już nie wierzy, dlatego nie powiem, że osłom sierść odrosła, że kozy odpuściły brodzie proroka, że góry nie dymiły, nie wylewały rzeki i że na noc nikt już nie musiał przywiązać wielbłąda.

Ale może uwierzycie mi, że było trochę lepiej i że w królestwie Akbara żyły od tamtej pory szczęśliwsze dzieci?

***

Tym tekstem zamykam pisanie na tym blogu. Powodem jest to, że sam nie czytam i nie odwiedzam portalu, na którym on jest, mimo ponawianych postanowień. Dziękuję wszystkim czytelnikom i komentującym, a także informatykom dbającym o jego funkcjonowanie.

Bóg zapłać i szczęść Boże! xPN

5 Replies to “O królu, co ukradł Boże Dzieciątko”

  1. Szkoda. A na jakimś innym blogu można poczytać Księdza teksty? Dziękuję za te i życzę wszelkiego dobra w rozpoczętym roku.

  2. Szkoda. Dziękuję za każdy tekst i odpowiedzi zawarte w komentarzach. Pozdrawiam serdecznie.

    Ps. Mam nadzieję, że dostęp do bloga zostanie, chciałbym przeczytać coś więcej, co było wcześniej, bo zacząłem jakoś na wiosnę.

    1. Tak, być może tylko w pewnym momencie zamrożę komentarze. Miałem ochotę wydłubać dziennik ze Szkocji, by mieć do niego prawa (tak to ma je deon), ale dziś uważam, że lepiej go od nowa napisać, bo jest przegadany 😉 pozdrawiam!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.