Krótki przewodnik po paleniu książek

Wyciśnijmy tego kanar… przepraszam, tę cytrynę, w całości do herbaty i miejmy to już za sobą.

Pytanie: Dlaczego uważasz, że palenie książek i przedmiotów, jakie zrobili księża przy Gdańskim Kościele, było złe?

Odpowiedź: Najważniejszy powód – jestem wrogiem cenzury, popieram wolność słowa (nie absolutną, ale w szerszym niż obecnie zakresie). Służy ona prawdzie, służy człowiekowi, służy Kościołowi, służy Bożej sprawie.

Inne powody – to palenie było dzikie, przeciwskuteczne, niespójne, nieprzemyślane, nieliturgiczne, wbrew prawu, zabobonne, głupie, niekatolickie, szkodzące chrześcijanom, szkodzące Kościołowi.

Zanim zapytam o te powody – czy widzisz w tej akcji cokolwiek dobrego?

Może być pretekstem do rozmowy o sprawach poważnych, jak wolność słowa czy wojna idei. Na razie zbyt wiele na to jednak nie wskazuje, bo po tym wygłupie będą się z kolei wygłupiać ludzie na całym świecie, przypisując wszystkim Polakom skłonność do publicznego palenia literatury. A nazywanie tego wypełnianiem Słowa Bożego czy zachwalanie na zasadzie „wreszcie ktoś coś zrobił” przypomina mi poziomem absurdu skecz o niebieskiej papudze. Jesteśmy katolikami i słowa, na które powołali się palący, czy to z Dziejów, czy z Tory, interpretujemy inaczej. To nie wolne zrzeszenie badaczy Pisma, nie każdy może być papieżem.

No dobrze, ale dlaczego mówisz, że to było dzikie? Co masz na myśli?

Jak wiemy, Kain i Abel nie rozwiązali sporu przez debatę dwu ambon. Kain wygrał walkę i uciszył brata, ale co z tego? Nie miał racji! Przez wieki wielu wchodziło na tę dawną drogę, którą kroczyli ludzie niegodziwi, na której liczył się jeden argument – kij. Książki zaś są symbolem nowej i stosunkowo krótkiej epoki w dziejach naszego gatunku – epoki, w której walczą ze sobą idee i argumenty odwołujące się do rozumu. Gdy palimy książki, zamiast z nimi polemizować, karmimy to, co w nas najniższe.

Może uważasz tak, bo robisz za piątą kolumnę w Kościele?!

Mój pogląd na te sprawy wcale nie idzie po linii lewicy. Na przykład, nie uważam, by dobrym było usuwanie z sieci manifestów morderców w rodzaju Breivika czy tego bandyty z Nowej Zelandii. Nie dlatego, że popieram ich krwawą głupotę, ale właśnie dlatego, że jej nie popieram. Obca mi jest też tzw. poprawność polityczna. Nawet wrogów należy zrozumieć.

Zaraz i tak powiesz, że to palenie kojarzy Ci się z nazizmem!

Tak! Nienawidzę nazizmu, brzydzi mnie to, co ta zabobonna hołota zrobiła Niemcom, Żydom, Polakom, Romom, Rosjanom, Holendrom, Francuzom, etc. Ludziom, jednym słowem. Nie jestem w stanie czytać spokojnie o obozach koncentracyjnych, kryształowych nocach, o tłumieniu powstania warszawskiego, etc. Narodowi socjaliści, jak i pewnie bolszewicy, z drugiej strony, którymi tak samo się brzydzę, mieli w zwyczaju palić książki i robili to z bardzo złych powodów, a prócz tego z pospolitej chęci niszczenia i z ponurego nihilizmu. Gwarantuję, ze totalitarny terror tak zapisały się w pamięci narodu, że jeszcze za tysiąc lat, jeśli ktoś będzie chciał niszczyć książki, to przypomną mu nazistów.

Chyba rozumiem, czemu uważasz to palenie za przeciwskuteczne. Teraz odbędzie się w pobliżu tamtego kościoła kiermasz „zakazanych książek”…

Tak, to prawda, ale to i tak działanie równie symboliczne, jak samo palenie było symboliczne. Książka to symbol myśli ludzkiej, ale w praktyce, jako przedmiot ma dziś małe znaczenie. Słowo klucz: internety.

… ale dlaczego masz je za niespójne?

To ognisko pokazało jedynie zamęt w głowie tamtejszego duchowieństwa. Spłonęła np. sowa na książce. Zgoda, że to symbol gnozy lub masonerii, ale to też symbol wiedzy. Poza tym, gnoza i masoneria sięga także po symbol kielicha, krzyża, palmy i inne. Mamy przestać ich używać, niszczyć je? Zgodnie z logiką za to na stosie winny wylądować „Dziady” Adama Mickiewicza – wywołuje się tam duchy. Ponieważ na świecie nie brakuje ludzi, którzy mogą zniszczyć swój egzemplarz po tym odkryciu, dodam, że warto uwzględnić zdanie ludzi takich, jak: Kłopotowski, Markiewicz, Sapieha, Hlond, Wyszyński, Wojtyła, Popiełuszko i tysiące innych polskich kapłanów – patriotów na temat „Dziadów” i tego, czy stanowią zagrożenie duchowe.

Chętnie bym posłuchał zwłaszcza Hlonda na ten temat, gdy otrząsnąłby się ze zdumienia i zdołał coś z siebie wydusić.

Czy to też tłumaczy epitet „nieprzemyślane”?

Tłumaczy, to plus „Internet, Internet, Internet” odmieniony przez wszystkie przypadki. Palić książki w globalnej wiosce, w 2019 roku…

Dlaczego czepiasz się tego, ze palili w ornacie, czy to coś zmienia? 

Tak, nie lubię robienia cyrku z liturgii. Cenię powagę rytu. Prawo Kościoła też jest tu bardzo wyraźne. Nawet, gdyby rzecz była dobra lub obojętna, jeśli nie jest obrzędem katolickim, nie wolno jej na taki obrzęd pozować. A tu diabeł w ornat się ubrał i za pomocą Facebooka zadzwonił na święte oburzenie stąd aż do Malezji.

Czy to, że złamali prawo państwowe dotyczące palenia śmieci ma naprawdę jakiekolwiek znaczenie?

Byłem wczoraj w małym miasteczku, wiatr ucichł i po minucie powietrze było przesmrodzone wyziewami kominów. Miejmy litość nad nami i nad naszymi dziećmi. Poza tym, prawo to prawo.

No dobrze, mogę się domyśleć, jak rozwiniesz wątek, ze to głupie, niekatolickie, szkodzące Kościołowi, ale nie rozumiem, dlaczego sądzisz, że to zabobonne?

No to najistotniejsza rzecz, o tym pisałem wczoraj. Najpierw, ognisko to było zabobonne, bo oparte na internetowych memach. Stąd spalili parasolkę z kotkiem Hello Kitty. Nie będę się wygłupiał i robił apologii tej bajki, ale najbardziej kontrowersyjną rzeczą jest w niej to, że dziadek kotki pali fajkę. Nawet w miesięczniku „Egzorcysta” studzą nastroje. A jednak słyszałem z pierwszej ręki o ludziach, którzy zniszczyli na Ukrainie masę zeszytów i plecaków z tym kotkiem z powodu obawy o demoniczność, na krzywdę biednym dzieciom.  Inny przykład – promowałem kiedyś koronkę do Trójcy Świętej. Była jednak nowa i miała na sobie znaczek, który przez wieki w Europie symbolizował Trójcę, który to znaczek ktoś niedouczony wsadził na plakat z symbolami okultystycznymi. Ten symbol trynitarny był tak okultystyczny, jak krzyż, a jednak ferment pośród ludzi był duży i okazał się jednym z powodów, dla których sobie odpuściłem. Strach i obawa przemawia po prostu mocniej, wolimy dmuchać na zimne, etc. Ludzie boją się inności i wszędzie wietrzą New Age.

Zabobonne jest to też dlatego, że nawet, gdyby parasolka z kotkiem była przeklęta, to przekleństwo nie przejdzie z niej na dziecko. Nikt nie będzie od tego zniewolony ani opętany…

Chwila! Mam Cię! A egzorcyści mówią inaczej!

Tak, to ostateczny argument w tych dyskusjach i już to samo jest bardzo złym objawem. Dla bardzo wielu ludzi to, co powie prawdziwy bądź samozwańczy egzorcysta jest ważniejsze niż to, co mówi papież czy katolicki teolog. A mawiają egzorcyści rzeczy rozmaite, także nieprawdziwe. Pamiętam, jak na własne uszy słyszałem jednego kapłana pełniącego tę służbę, jak opowiadał o wygonieniu z człowieka demona, który był duszą Hitlera. Ktoś go skorygował, że to niemożliwe, bo dusze potępionych nikogo nie opętują, na co ten się zdziwił i po pewnym czasie mówił, że to chodziło o diabła, który był w Hitlerze, etc. Ale w pierwszej wersji po prostu mówił rzecz niezgodną z nauką Kościoła. Albo taki przykład. Mój przyjaciel wraca z egzorcyzmu wstrząśnięty i mówi: już wiem, co wydarzyło się w Smoleńsku! Egzorcysta przy mnie kazał diabłu mocą Imienia Bożego powiedzieć prawdę o Smoleńsku! To straszne, co tam się stało! Załamałem się jego stanem umysłowym. Zero krytycyzmu – skoro coś pochodzi z egzorcyzmów, jest najprawdziwszą prawdą. Mniejsza o to, jaka to była wersja, ale to po prostu idiotyczne – po co brać na poważnie słowa kłamcy? Gdyby faktycznie diabeł dawał się tak przymuszać do mówienia prawdy, to wypadałoby zapytać go, ile to jest 45678 x87654, zapisać odpowiedź, a potem sprawdzić, czy podał prawdziwą. Jeśli tak, to poproszę spytać o to, gdzie jest Bursztynowa Komnata, grób Aleksandra Wielkiego, Arka Mojżeszowa, etc. Niech podaje współrzędne geograficzne.

Gdyby rzeczywiście demony wpływały przez przeklęte przedmioty, bylibyśmy zgubieni. Pełne ich są muzea, także watykańskie, no i mnóstwo ich kryje się w ziemi, nie odkopanych jeszcze.

Wszystko to zmierza ku paranoi i jest dokładnie tak, jak mi jeden mądry ksiądz powiedział, gdy miałem 12 lat: ludzie albo ignorują zło i mówią, że diabła nie ma, albo znów widzą go wszędzie. 

Chcesz coś dodać? Jakieś ostatnie słowa?

Niektórzy mówią, że palenie to powrót do średniowiecza: I tak, i nie.

Na pewno ludzie w wiekach średnich byli dziksi od nas. Nikt z czytelników Deonu nie chciałby uczestniczyć w egzekucji ani człowieka, ani zwierzęcia w ramach rozrywki. A taka była kiedyś mentalność i stąd na przykład idea dybów – publicznych tortur. W średniowieczu też mocno interesowano się magią, zjawiska pogodowe łatwo wiązano np. z wpływem czarownic, dziś już nikt tego nie robi (prawie). Wtedy też często palono ludzi i książki, choć pierwszym moim skojarzeniem z tym śmiesznym ogniskiem był happening Savonaroli w renesansowej Florencji. Historia powtarza się jako farsa, wiadomo.

Z drugiej jednak strony, to w średniowieczu wielu nie bało się wcale magii i pogaństwa. Na miejscach politeistycznych świątyń budowano nasze. Obrzędy pogańskie zmieniano w chrześcijańskie. Czy nie było oporu? Był! Ale w sprawie pisanek, na przykład, czy poświeceń pól wygrała opcja, powiedzmy, bliska mi, a nie fundacji Sms do nieba. Bo Kościół czuł się młody i silny, był jak zdrowy tygrys co pożera na raz całą kozę z kopytami, a nie jak mimozowaty kotek, któremu trzeba zemleć kurczaczka, by się nie zadławił.